Bezczelność i buta niektórych ludzi nie znają granic. Młody poseł Adam Andruszkiewicz z partii Kukiza nie ma samochodu ani nawet prawa jazdy. Nie przeszkadzało mu to jednak wziąć ponad 40 tysięcy złotych z kasy Kancelarii Sejmu z tytułu ryczałtu za paliwo. Rzekomo ma to pokryć koszty przejazdów z Białegostoku do Warszawy i z powrotem. Jednak według jego kolegów, poseł dojeżdża do pracy pociągiem.

To kolejny gwóźdź do trumny partii Kukiza. Po ujawnieniu informacji o tym, że posłowie Kukiza wspierają w głosowaniach PiS i stanowią cichą koalicję dla Jarosława Kaczyńskiego, wpadka Andruszkiewicza jest dla ugrupowania druzgocąca. Obnaża bowiem zakłamanie, fałsz i obłudę posłów, którzy mieli w ustach pełno antysystemowych frazesów.

Reklamy

Sprawę ujawnił jako pierwszy Super Express. W obronę Andruszkiewicza zaangażowała się między innymi prorządowa Telewizja Republika oraz prorządowy portal Niezależna.pl. Poseł tłumaczy się, że pieniądze pobiera dla pracowników jego biura, który wożą go swoimi samochodami.

Poprzedni artykułDziałania PiS prowadzą do destrukcji systemu sądownictwa
Następny artykułKrystyny Pawłowicz kocha luksusy klasy biznes