Państwo kontroli totalnej to nie wymysł ani fikcja literacka. Istnieje naprawdę i kontroluje wiele przejawów naszego życia i aktywności gospodarczej. Skutecznie też przeszkadza w rozwoju biznesu. Wiecie jaka jest różnica w prowadzeniu projektu unijnego w Polsce a w którymś z krajów zachodnich?

W Polsce przed i w trakcie działania projektu przedsiębiorca nieustannie zajmuje się kontrolami, które sprawdzają dokumenty. Wszystkie papierki muszą się zgadzać. Za granicą takie same projekty nie mają kontroli a… szkolenia. Przedsiębiorca ma systemowo zorganizowane spotkania z bankami, fundacjami, funduszami venture capital. Wszystko po to by pomóc rozwinąć biznes.

Reklamy

Różnica polega na tym, że polscy urzędnicy chcą wszystko kontrolować i mieć ładne raporty z tych kontroli. Zagraniczni politycy chcą mieć rozwijające się firmy i przychody z podatków. Widoczne gołym okiem, łatwo porównywalne. Otwarcie na Europę obnażyło ogromną słabość Polski w tym zakresie. A lepiej przecież nie będzie, bo pod rządami PiS następuje centralizacja i przenoszenie decyzyjności do niekompetentnych ludzi w ogromnych molochach urzędniczych.

 

 

Poprzedni artykułPartyzantka zamiast nowoczesnej obrony
Następny artykułInternauci pokazują hipokryzję PiSowskich mediów – tym razem CBOS