Lista afer PiS

Aktualizowana lista, codziennie nowe afery władzy

Strona główna Opinie Wiceminister z wyrokiem

Wiceminister z wyrokiem

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak ma wyrok dyscyplinarny za pracę jako sędzia w stołecznym sądzie. Mimo tego wraz z innymi sędziami rejonowymi – również po procesach dyscyplinarnych – przygotowuje jedną z najważniejszych ustaw rządu PiS, która może ograniczyć niezależność sędziów i doprowadzić do czystek w sądach.

Za przygotowanie projektu o ustroju sądów odpowiada wiceminister Łukasz Piebiak, który jak ustaliła Gazeta Wyborcza ma pięć zarzutów dyscyplinarnych.

Reklamy

40-letni Piebiak pochodzi z Lublina gdzie skończył prawo na UMCS. W 2003 r. został asesorem, a pięć lat później – sędzią. Orzekał w stołecznym sądzie rejonowym. W 2005 r. został zastępcą przewodniczącego wydziału gospodarczego, zaś rok później jego szefem.

Gdy pracował w sądzie rejonowym, starał się o stanowisko sędziego wojewódzkiego sądu administracyjnego lub sądu okręgowego, ale awans zablokowało mu ciągnące się od kilku lat postępowanie dyscyplinarne.

Jego problemy zaczęły się bowiem na przełomie 2011 i 2012 r., gdy był sędzią delegowanym do orzekania w Wydziale Gospodarczym Sądu Okręgowego w Warszawie. To dość wymagający odcinek pracy, którą interesowało się kierownictwo sądu okręgowego. Chodziło o to, że sędzia w latach 2011-12 równocześnie zarabiał jako wykładowca w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, szkolił adwokatów i radców prawnych, nie informując o tym prezes sądu. Były też zastrzeżenia, że wyznacza mniej sesji, niż to wynika z zarządzenia prezesa. Zarządzenie narzucało limit pięciu sesji, po sześć rozpraw na każdej. Ponad to bez zgody prezes sądu pojechał też na trzy zagraniczne seminaria prawnicze w Budapeszcie, Brukseli i Alicante. Najpoważniejszy zarzut dotyczył opóźnień w pisaniu uzasadnień do wyroków. Na ich sporządzenie sędzia ma dwa tygodnie lub miesiąc w sprawie zawiłej. Piebiak niektóre uzasadnienia oddawał nawet z kilkumiesięcznym opóźnieniem, choć miał do pomocy asystenta. Dlatego prezes sądu okręgowego Małgorzata Kluziak oceniła, że dodatkowe zajęcia i częste nieobecności w sądzie miały wpływ na sprawność prowadzenia spraw. „Z tonu wyjaśnień sędziego wynika, że może działać samodzielnie, nie stosując się do żadnych poleceń ani zakazów służbowych podczas wykonywania swojej służby. Wydaje się, że nie rozumie istoty sprawowanego urzędu, a jego zachowanie cechuje brak poczucia odpowiedzialności w obszarze wykonywania czynności służbowych. Są to w mojej ocenie zachowania godzące w powagę urzędu sędziowskiego” – napisała we wniosku do rzecznika dyscyplinarnego. Przyznała, że sędzia ma prawo się szkolić, ale nie ma prymatu szkoleń nad obowiązkiem sądzenia.

Proces trwał dość długo. Ostatecznie sąd uznał Piebiaka za winnego w dwóch sprawach: oddawania po terminie uzasadnień do wyroków i szkolenia za pieniądze bez powiadomienia prezesa sądu (sąd uznał jednak, że zrobił to nieumyślnie). Prawomocny wyrok dyscyplinarny zapadł jesienią 2015 r. już po wyborach.

Piebiak nie jest jedynym z dyscyplinarką, gdyż nad nowym ustrojem sądów pracują też inni sędziowie rejonowi. Wobec trzech z nich też toczyły się postępowania dyscyplinarne.

 

Środowisko prawnicze obawia się, że reforma przygotowana przez sędziów z najniższego szczebla wymiaru sprawiedliwości doprowadzi do zdegradowania doświadczonych sędziów. Zastąpią ich po prostu ci z rejonu. Wytykają też autorom projektu nowej ustawy, że nie mają doświadczenia w zarządzaniu sądami.

A my pytamy: PiS często mówi coś o kaście sędziów z PRL. Podobno reforma sądownictwa przeprowadzana jest, by odsunąć ich od władzy. Piebiak ma zaledwie 40 lat, a mimo tego zachowuje się jakby był z tej kasty.

Źrodło: Gazeta Wyborcza

Poprzedni artykułZwolennikom PiS marzy się cenzura?
Następny artykułA jednak będzie dyktatura. PiS ustami swojej posłanki potwierdza zamach stanu?