Pracownik PCK wpłacił 7 tys. zł na fundusz wyborczy PiS choć miał długi i ścigali go komornicy. Dyrektor PCK płacił gotówką za druk plakatów, ale nie ma na to faktury… To „kwiatki” z kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości ujawnione przez Gazetę Wrocławską.

Jak wynika z dokumentów udostępnionych przez Państwową Komisję Wyborczą, a o czym donosi Gazeta Wrocławska, pracownik wrocławskiego oddziału PCK, Bartłomiej Łoś Tynowski, w 2015 roku wpłacił 7 tys. zł na fundusz wyborczy Prawa i Sprawiedliwości. Sęk w tym, że w 2015 roku nie miał takich pieniędzy. A jeśli nawet je zarobił, to powinien w pierwszej kolejności spłacić własne długi. Rok wcześniej Tynowski został skazany za oszustwo na dwa lata (w zawieszeniu na pięć lat) i dobrowolnie poddał się karze. Z treści wyroku, jaki sam uzgodnił z prokuratorem, wynika, że miał cztery lata na naprawienie szkody. Cztery oszustwa, za które został skazany, opiewają na przeszło 130 tys zł.

Reklamy

– Nie odzyskaliśmy do dziś ani złotówki. Nie mamy kontaktu z panem Bartłomiejem. Uznaliśmy już te pieniądze za stracone – powiedział Gazecie Wrocławskiej szef firmy z Górnego Śląska, której należy się 103 tys. zł. Dlaczego Tynowski, mając pieniądze nie próbował pomniejszyć swoich kłopotów finansowych? Na tak postawione pytanie nie odpowiada.

Kilka dni temu „Gazecie Wyborczej” wyjawił, że wpłacił pieniądze na kampanię wyborczą, bo tak mu polecił dyrektor Dolnośląskiego Oddziału PCK Jerzy Gierczak, radny wojewódzki. Część wpłacił na fundusz wyborczy, a część gotówki dał obecnemu posłowi PiS Piotrowi Babiarzowi, szefowi partyjnych struktur we Wrocławiu. W wydanym oświadczeniu Babiarz zdecydowanie zaprzeczył, by uczestniczył w nielegalnym finansowaniu kampanii wyborczej. Bo przyjmowanie gotówki z pominięciem funduszu wyborczego jest niezgodne z kodeksem wyborczym. Czy Gierczak wydał takie polecenie Tynowskiemu, swojemu podwładnemu w PCK? Zapytany przez nas – jednoznacznie zaprzeczył. Dodał, że Tynowski jest niewiarygodny, bo „ma wyroki”. Gazeta Wrocławska dotarła do nagrań rozmów prowadzonych w maju przez Gierczaka z jednym z pracowników PCK. Gierczak mówi w nich o sobie jako o oszukanym m.in. przez Tynowskiego. Tymczasem Tynowski twierdzi, że Gierczak o wszystkim wiedział. Skąd się wzięło 7 tys. zł u człowieka, który miał długi i komorników na karku? Sam Tynowski twierdzi, że to pieniądze wyciągnięte z PCK na fikcyjną firmę, założoną na nazwisko szeregowego pracownika PCK, który był tzw. słupem. Na jej rachunek wpłynęło kilkaset tysięcy złotych ze zbiórki używanej odzieży. Z tego konta pieniądze były wypłacane w gotówce albo kartą bankomatową, płacono z niego przelewami. Dysponujemy materiałami, z których wynika, że finansami firmy zarządzał Bartłomiej Łoś Tynowski.

Teraz gazeta Wrocławska trafiła na ślad innej historii dotyczącej finansów kampanii wyborczej, tym razem samorządowej z 2014 r. Z kopii pokwitowania wynika, że Gierczak zapłacił 10 tys. zł gotówką za druk swoich materiałów wyborczych. Tego samego dnia Tynowski odebrał materiały z drukarni. Tymczasem prawo nakazuje, by wydatki na kampanię były pokrywane z funduszu wyborczego. Muszą być dokumentowane fakturami. Szef drukarni zapewnia, że faktura była. Państwowa Komisja Wyborcza sprawdza, czy jest w dokumentach. Do przejrzenia ma sto segregatorów.

A my pytamy: Czy to aby na pewno wszystko?

Źródło: Gazeta Wrocławska

Poprzedni artykułRząd planował już w 2017 roku totalną inwigilację naszych dochodów
Następny artykułMinistrze Radziwiłł, zapłać za leczenie