Biorę fuchy za 20-30 złotych. Przeprowadzki, odprowadzanie samochodów. Chciałem zostać kurierem oraz ochroniarzem, ale wszędzie trzeba zaświadczenia o niekaralności – zwierza się Wirtualnej Polsce sierżant Tomasz Borysiewicz, jeden z żołnierzy uczestniczących w tragicznej akcji pod Nangar Khel w Afganistanie.

Kiedy Tomasza Borysiewicza wsadzali do aresztu był oskarżany o zbrodnię wojenną i ludobójstwo. Po wielu latach przyszło uniewinnienie od zarzutu. Ostatecznie skazano go za niewłaściwie wykonany rozkaz i nieostrożne obchodzenie się z bronią. „To tak jakbym rzucił niedopałek na ulicę” – komentuje swoją sprawę Tomasz Borysiewicz, uczestnik akcji pod Nangar Khel. Brzmi groteskowo, lecz formalnie sprawa Nangar Khel skończyła się dla niego wyrokiem 2 lat więzienia w zawieszeniu za „złe wykonanie rozkazu i nieostrożne obchodzenie się z bronią”. Ta pozornie łagodna kara przynosi surowe konsekwencje. Borysewicz próbował zostać ochroniarzem oraz kurierem. Bezskutecznie. Teraz pracuje w przeprowadzkach i bierze fuchy za 20-30 złotych. Na zatarcie kartoteki kryminalnej musi czekać jeszcze około 3 lat.

Reklamy

To dlatego do Kancelarii Prezydenta RP ma wpłynąć wniosek o ułaskawienie sierżanta. Podpisy zbierane są w internecie. Wcześniej Borysiewicz był odznaczany za odwagę podczas misji w Iraku, służył też w Kosowie. Za inicjatywą stoją współpracownicy i znajomi komandosa m.in. dziennikarka pisząca o sprawach wojska Edyta Żemła, a także posłanka PO Joanna Kluzik-Rostkowska i gen. Waldemar Skrzypczak były dowódca wojsk lądowych, który w specjalnej petycji do prezydenta napisał:

„Już na początku wiele wskazywało na to, że był to nieszczęśliwy wypadek, skutek nawarstwienia wielu niesprzyjających okoliczności.
Dlatego w listopadzie 2007 roku przeżyliśmy szok, gdy prokurator ogłosił, że naszym kolegom zarzucono celowe dokonanie masakry. Oskarżono ich o zbrodnię wojenną. (…)
Wszyscy oskarżeni żołnierze zostali całkowicie oczyszczeni z zarzutu zbrodni wojennej. Cała sprawa okazała się wielką mistyfikacją i hucpą.
Nikt nie powiedział przepraszam, odium pomówienia o zbrodnię wojenną cały czas jednak jest elementem oceny żołnierzy, a większość z nich odeszła ze służby z uwagi na atmosferę i ciężar osamotnienia.
Nawet jeśli popełniamy błędy, to ponosimy za nie konsekwencje. Sierżant Tomasz Borysiewicz spędził siedem miesięcy w areszcie. Dziesięć lat procesu odcisnęło na nim i całej jego rodzinie ogromne piętno. Przez lata musiał zmagać się z piętnem mordercy i walczyć o swoje dobre imię. Teraz, jako żołnierz rezerwy, jest szkoleniowcem, pomaga braciom-żołnierzom w ich misji swoją wiedzą i doświadczeniem. Pracuje z dziećmi i młodzieżą.
Dlatego prosimy Pana Prezydenta, by wykonał symboliczny dla nas gest i ułaskawił sierżanta Tomasza Borysiewicza. Ten gest będzie ważny dla całego naszego środowiska i będzie świadczył o tym, że tak jak my Rzeczypospolitej Polskiej nigdy nie zostawimy w potrzebie, tak państwo nie pozwoli też nas – jej obrońców – skrzywdzić i o nas zapomnieć.” – napisał gen. Skrzypczak.

– Ułaskawienie pomogłoby mi stanąć na nogi. Rodzinę, opinię i całe pieniądze straciłem już dawno. Teraz walczę o przetrwanie – powiedział Wirtualnej Polsce sierżant Tomasz Borysiewicz, który przez skazanie nie może znaleźć stałej pracy. Chciał zająć się szkoleniem strzeleckim, przez wyrok nie może uzyskać pozwolenia na broń. Udziela wykładów w firmie Grom Combat Adventure. Wcześniej na kilka miesięcy wynajął się do ochrony na statkach i walczył z somalijskimi piratami.

Borysiewicz dodał, że błahe zarzuty z jakich skazano jego i innych uczestników akcji, istnieją tylko po to, aby uniewinnieni od zarzutu zbrodni wojennej żołnierze nie domagali się odszkodowań.

W sprawie jest więcej polityki niż można się spodziewać. Do zdarzenia doszło w 2007 roku. Obrońca żołnierzy z Nangar Khel, mecenas Andrzej Reichelt wskazywał, że po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych polski kontyngent w Afganistanie został bez ochrony kontrwywiadowczej. Dlatego na atak Talibów odpowiedzią polskich żołnierzy było ostrzelanie słabo rozpoznanych wzgórz. Śmierć sześciorga cywilów to tragiczny wypadek. W sprawie Nangar Khel wyjątkowo aktywny był Antoni Macierewicz, słynny „likwidator”, a wówczas szef SKW. Pierwszy nazwał wydarzenie przestępstwem. W służbowej notatce ujawnił możliwość matactwa, choć siedział w biurze w Warszawie. – On nas wszystkich powsadzał – dodał w rozmową z WP Borysiewicz.

Wspomina spektakularną akcję zatrzymania uczestników akcji. Było to już kilka tygodni po powrocie z misji, żołnierze w asyście mediów, zostali zatrzymani przez Oddział Specjalny Żandarmerii Wojskowej. W 2011 roku Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił wszystkich żołnierzy od zarzutu zbrodni wojennej. Prokuratura złożyła apelację, po czym sprawa ponownie wróciła do rozpatrzenia do sądu. W lutym 2016 roku Izba Wojskowa Sądu Najwyższego orzekła, że żołnierze nie są winni zbrodni wojennej. Sąd wymierzył im wyroki za przestępstwa przeciwko dyscyplinie wojskowej.

Tomasz Borysiewicz ma teraz 40 lat. Jako doświadczony na misjach w Kosowie, Iraku i Afganistanie żołnierz mógłby jeszcze służyć armii swoim bezcennym doświadczeniem. Tuż po wypadkach zaoferowano mu stanowisko kucharza. Nie mówi o powrocie do służby. – Na pewno nie do armii Macierewicza – zaznaczył w rozmowie z WP.

Źródło: petycje.pl, Wirtualna Polska

Poprzedni artykułTrzeba uruchomic procedury pomocowe. Kosiniak-Kamysz wzywa rząd do ogłoszenia stanu klęski żywiołowej
Następny artykułKompromitacja PiSowskiego wojewody. Nie rozumie na czym polega tragedia ludzi w Borach Tucholskich