Ujawnienie przez TVP kolejnych nagrań, na których rozmawiają Radosław Sikorski i Jacek Krawiec sprawia wrażenie desperackiej próby ratowania wizerunku rządu. Wszystko z powodu braku działania Beaty Szydło i jej ministrów przez trzy dni od nawałnicy, która przeszła przez Bory Tucholskie.

Chaotyczne i spóźnione wypowiedzi oraz wizyty na terenach dotkniętych tragedią pełne wpadek spowodowały gwałtowny spadek poparcia w społeczeństwie. Powagę sytuacji doskonale zrozumiała za to opozycja, która natychmiast zajęła się akcją pomocy. Relacje w internecie, które zamieszczali na bieżąco politycy tych ugrupowań pokazywały sprawną, szeroko zakrojone działania pomocowe. Na tym tle żałosne ustawki wspierane przez prorządowe media wyglądały po prostu nieautentycznie. 
Telewizja Polska, która od dłuższego czasu boryka się z gwałtownie topniejącą widownią, sięga więc w tym trudnym dla rządu czasie po metodę wskazywania nowego wroga. Najpierw bardzo intensywnie pokazywano zamach w Barcelonie. Nigdy chyba jeszcze w telewizji nie poświęcono tyle uwagi na straszenie społeczeństwa wyimaginowanym zagrożeniem. Do studiów ściągnięto całą masę pisowskich apologetów, którzy jak mantrę starali się wmówić widzom, że Polska nie jest zagrożona tylko dzięki rządowi PiS. Ale temat Barcelony się skończył, więc TVP musiała wymyśleć coś nowego. Sięgnięto po taśmy. 
A wszystko to w momencie, gdy Fakt ujawnił, że zarząd telewizji przyznał gigantyczne premie kochance prezesa Kurskiego, a poseł PiS prezentuje swoje wakacje na luksusowej łodzi motorowej, zaś na wakacje do Baku, które wcześniej nazywał Miami leciał w klasie biznes (taki bilet kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych) niemiecką Lufthansą. Propagandziści z TVP wyjęli więc kolejne nagranie, na których dwie osoby, krytycznie oceniają polski system uczelni wyższych, do czego mają pełne prawo. 
Czy prywatne rozmowy Sikorskiego i Krawca mogą przykryć wpadki rządu? Nie za bardzo. Po drugiej stronie są bowiem tysiące ludzi ze zniszczonymi domami, zniszczone zabudowania gospodarcze, zawalone drzewami leśne drogi, nadal brak jest prądu w wielu gospodarstwach domowych. Gdyby nie zwykła ludzka solidarność, gdyby nie wielkie serce mieszkańców, ich zaangażowanie, pomoc wielu osób z sąsiednich terenów, byłoby dużo gorzej. Rząd Beaty Szydło nie zdał egzaminu z pomocy, nie zdało egzaminu centralne zarządzanie. 
Widać po prostu wyraźnie, że w obliczu wielkiej klęski i tragedii PiS się gubi. Bo tutaj trzeba pracy, rzetelnej pracy i wielkiego wysiłku. Hasła propagandowe o wstawaniu z kolan i rzekomych wrogach nie działają. Bo ludzie oceniają rzeczywiste efekty działania a nie propagandowe hasełka. I dzisiaj można spokojnie założyć, że w Borach Tucholskich, tak dotkniętych przez żywioł, wyniki wyborów będą dla PiS niekorzystne. 
Poprzedni artykułSamorządowcy przyłapali Szydło na kłamstwie. Prosili o pomoc tuż po nawałnicy.
Następny artykułZmarl 92-letni pułkownik WP. Rodzina chciała asysty wojskowej, ale to czy się należy sprawdza… IPN