Polska jest stroną 11 arbitraży inwestycyjnych. Ale tych międzynarodowych sporów może przybyć. Co najmniej dwie kancelarie przygotowują sprawy, w których roszczenia opiewają na setki milionów złotych – pisze Gazeta Wyborcza.

Na wojnę z państwem polskim zdecydowało się kilku inwestorów z sektora energetyki wiatrowej – z USA oraz Niemiec. Co najmniej dwie największe kancelarie międzynarodowe specjalizujące się w reprezentowaniu inwestorów w sporach z państwem polskim już otrzymały zlecenia na przygotowanie notyfikacji sporów, czyli dokumentów zawiadamiających o wszczęciu sporów arbitrażowych. Roszczenia opiewają na setki milionów złotych i stanowią potężne zagrożenie dla budżetu państwa.

Reklamy

Podstawą roszczeń są dwustronne umowy międzynarodowe BIT (Bilateral Investment Treaty), czyli umowy o wzajemnym popieraniu i ochronie inwestycji, albo Karta Energetyczna. Spory rozstrzygane są przed międzynarodowymi trybunałami arbitrażowymi. Można przed nimi pozywać państwa za nadużycia władzy: wywłaszczenie, dyskryminację, niekorzystne zmiany prawa czy błędne decyzje urzędników państwowych.

Powodem wszczynanych obecnie arbitraży są działania sprzedawców energii. Spółki skarbu państwa zaczęły bowiem wypowiadać kontrahentom (farmom wiatrowym) długoterminowe umowy na zakup tzw. zielonych certyfikatów. Sprzedawcy energii byli bowiem zmuszeni do ich zakupu w ramach realizacji tzw. obowiązku OZE, czyli zapewnienia pewnego udziału energii odnawialnej. Kontrakty gwarantowały właścicielom farm wiatrowych określony zarobek z tytułu sprzedaży zielonych certyfikatów. Na rynku pojawiła się jednak nadpodaż i doszło do drastycznego spadku ich rynkowych cen. Państwowe koncerny zaczęły się wycofywać z umów.

 

„Spory dotyczące inwestycji o łącznej wartości 15 miliardów złotych w sektorze energii odnawialnej oraz podobne spory, które czekają Polskę w sektorze mediów, będą miały negatywny wpływ na wiarygodność Polski jako miejsca inwestycji” – mówi w rozmowie z Gazetą Wyborczą jeden z partnerów w międzynarodowej kancelarii.

I dodaje: „Wielomiliardowy rachunek wystawiony w związku z działaniami ministerstw gospodarki i energii oraz podległych im przedsiębiorstw państwowych, takich jak kierowana przez Daniela Obajtka spółka Energa, zapłacą ministerstwa Finansów i Rozwoju w postaci wyższych kosztów obsługi zadłużenia i zwiększenia kosztów inwestycji zagranicznych.”

Czyli zapłacimy wszyscy.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Poprzedni artykułŁamanie procedur bezpieczeństwa, przepychanka i straszenie. Tak zachowują się ludzie Macierewicza
Następny artykułKolejne ograniczenie praw i wolności przez PiS? Helsińska Fundacja Praw Człowieka apeluje do prezydenta