4 listopada będzie miała nowa odsłona kanapowej partii Polska Razem Jarosława Gowina. Ten były minister w rządzie Platformy Obywatelskiej, a teraz w PiS bardzo chce pozostać u władzy. Dlatego próbuje przyciągnąć do swojej niewiele znaczącej organizacji osoby z kręgów wolnościowych i konserwatywnych, w tym osoby kojarzone do tej pory z Januszem Korwine-Mikke.

Polska Razem ma teraz zaledwie dziewięciu posłów i czterech senatorów a więc partia ta jest w zasadzie pozbawiona znaczenia. Część parlamentarzystów tego ugrupowania chciałaby przejść do PiS, a część chce trzymać się od PiS jak najdalej.

Reklamy

Gowin ma spore problemy, bo jest atakowany przez środowiska uniwersyteckie za fatalną ustawę o szkolnictwie wyższym. Część komentatorów podejrzewa, że ustawa ma w rzeczywistości wzmacniać rolę dużych uczelni państwowych, a uderzać w mniejsze, prywatne uczelnie, które do tej pory były często solą w oku rektorów. Jeśli zarzuty okażą się prawdziwe, będzie to wręcz zdrada ideałów Polski Razem. Gowin ma też kłopot ze swoją „bezpartyjną” minister Streżyńską. Postrzegana jako ambitna, ale bezwzględna osoba nie poradziła sobie z cyfryzacją. Większość projektów, których się podjęła będzie opóźniona, zrealizowana częściowo lub po prostu porzucona. Streżyńska wplątała się też w konflikty z Antonim Macierewiczem – poszło o budżet na cyberobronność. Z Anną Zalewską, która chce przypisać sobie sukces doprowadzenia… internetu do szkół. A nawet z Mariuszem Błaszczakiem, któremu podebrała temat nowych dowodów osobistych.

Co więc spaja ludzi Polski Razem? Prawdopodobnie tylko żądza władzy i chęć podziału tortu państwowych środków, funduszy i etatów. A to mocno wbrew programowym deklaracjom tego ugrupowania, które chce być przecież postrzegane, jako zupełnie inna organizacja.

Poprzedni artykułTak Kaczyński boi się suwerena. Wokół parlamentu koniecznie chcą wysoki płot!
Następny artykułPiS utrwala patologie Bieruta? Ustawa reprywatyzacyjna krzywdzi zwykłych ludzi