Rząd PiS obiecywał obniżenie nocnych stawek za energię elektryczną. Ale za ogrzewanie zapłacimy rocznie nawet ok. 1400 zł więcej – wynika z projektu rozporządzenia Ministerstwa Energii.

„Istotne obniżenie stawek za energię elektryczną” rząd zapowiadał na początku roku. – Chcemy zachęcić do instalacji pieców elektrycznych lub pomp ciepła na terenach, gdzie nie ma możliwości podłączenia do miejskich systemów ciepłowniczych lub sieci gazowej – podkreślał wicepremier Mateusz Morawiecki. To jeden z punktów rządowego programu „Czyste Powietrze”, który ma obniżyć poziom smogu w Polsce.

Reklamy

Taryfy energii są takie same u wszystkich operatorów, ale ceny za 1 kWh są różne, bo m.in. inne są koszty wyprodukowania energii i jej przesyłu. A resort energii pokazał właśnie projekt rozporządzenia, jak pisze, „z innowacyjną taryfą z niższymi cenami i stawkami”, z algorytmami do wyliczenia nowych cen energii u operatorów. Eksperci policzyli i… okazuje się, że zamiast zdecydowanie mniej za energię elektryczną zapłacimy symbolicznie mniej (na północy i w środkowej Polsce, gdzie operatorem jest Energa, lub w Warszawie za prąd od Innogy) albo więcej (w PGE o 5 proc., a w Enea o 6 proc. więcej). A w najbardziej zanieczyszczonych od smogu regionach Polski, gdzie operatorem jest Tauron, nawet 34 proc. więcej w skali roku! Ceny energii, zamiast pomagać w walce ze smogiem, będą sprzyjały paleniu byle czym w kopciuchach, bo ludzie nie zdecydują się na ogrzewanie elektryczne.

Jedynym rejonem, który skorzysta na nowej taryfie, jest Warszawa, gdzie energię dostarcza Innogy, oraz północna i środkowa część Polski, gdzie dostawcą energii jest Energa. Tam mieszkańcy będą mogli zapłacić mniej odpowiednio o niecałe 400 i 100 zł.

Dobra zmiana?

Źródło: Gazeta Wyborcza

Poprzedni artykułSzokujące słowa radnego PiS. Wzywa do masowego morderstwa?
Następny artykułKolesiostwo i nepotyzm. Syn Czarneckiego dostał prace bo… jest patriotą