Środowe zatrzymanie gen. Piotra Pytla i reakcja Donalda Tuska odbiły się szerokim echem w prawicowych mediach. Telewizja Republika postanowiła pójść o krok dalej i przypisała byłemu premierowi Polski słowa, których w ogóle nie powiedział. Co prawda, tytuł został zmieniony po kilkudziesięciu minutach, ale wiele osób zdążyło go zauważyć i skrytykować.

Po zatrzymaniu przez Żandarmerię Wojskową gen. Pytla szef Rady Europejskiej jednoznacznie skomentował to zdarzenie.”Jestem dumny, że jako premier mogłem współpracować z generałami Pytlem i Noskiem. Byli i są wzorem odpowiedzialności, patriotyzmu i honoru” – napisał Tusk.

Reklamy

Tymczasem Telewizja Republika poprosiła Tomasza Sakiewicza o skomentowanie całej sytuacji. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stwierdził, że słowo honor, to bardzo trudne słowo w przypadku Donalda Tuska. „Tusk próbuje bronić swojego podwładnego dlatego, że obojętnie jak duży zakres win zostanie mu udowodniony to i tak, ta sprawa bardzo mocno uderzy w Tuska. Nie ma takiej możliwości, żeby ona nie uderzyła w Tuska” – powiedział dziennikarz w rozmowie z TV Republika. Podczas tej rozmowy Sakiewicz pokusił się o analizę tweeta przewodniczącego Rady Europejskiej. „Donald Tusk wysyła pewnie sygnał w taki sposób, jak może w tej chwili wysłać – kolego nie syp, jesteśmy z Tobą”!”.

Dziennikarze TV Republika w tytule swojego artykułu przypisali Tuskowi wymyślone przez Sakiewicza słowa. „Tusk do Pytla: Kolego nie syp, jesteśmy z tobą!”. Internauci nie zostawili na redakcji suchej nitki. „Szanuję TV Republikę dlatego muszę zastrzec, że tego rodzaju mylący tytuł czyniący z komentarza wypowiedź w języku pierwszego stopnia nie uchodzi.” – napisał jeden z wiernych stacji widzów.

Redakcja na szczęście po kilkudziesięciu minutach zrozumiała, że ich działanie było zagrywką poniżej pasa i zmieniła tytuł. Jest to o tyle ciekawe, że slogan reklamowy TV Republika brzmi: „Telewizja Republika – włącz prawdę”.

Źródło: Wirtualna Polska, Twitter

Poprzedni artykułUrzędnicy, sędziowie, prokuratorzy, strażacy będą mieli obowiązek informować, że należą np. do organizacji zrzeszającej osoby z depresją, osoby homoseksualne albo obywateli krytycznych wobec władzy. Czytasz ten artykuł, bo jesteś prenumeratorem Wyborczej. Dziękujemy! Za ustawą o jawności życia publicznego stoją służby – Mariusz Kamiński, minister koordynator służb specjalnych, i jego zastępca Maciej Wąsik. Nowe prawo poszerza m.in. zakres obowiązku składania oświadczeń majątkowych. Po zmianach będą je musieli składać nie tylko parlamentarzyści, kluczowi urzędnicy, sędziowie czy prokuratorzy, ale też np. egzaminatorzy na prawo jazdy, lekarze orzecznicy ZUS i strażacy. Według przedstawionego projektu deklaracje mają być dostępne w internecie. Ale to nie wszystko. We wzorze oświadczenia majątkowego pojawi się rubryka, w której trzeba będzie podać, czy jest się członkiem stowarzyszeń i innych organizacji, które korzystają ze środków publicznych. Co to oznacza w praktyce? Np. każdy strażak będzie musiał informować, że należy do organizacji zrzeszającej osoby z depresją, osoby homoseksualne albo stowarzyszenia krytycznego wobec poczynań władzy. To zdaniem ekspertów naruszenie prawa do prywatności. Słabością jest to, w jaki sposób my obywatele możemy patrzeć na ręce służbom – Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon o inwigilacji Daleko idąca podejrzliwość – Istnieje ryzyko naruszenia wolności zrzeszania się i może prowadzić do dyskryminacji. Jeszcze jedną kwestią jest to, że członek organizacji może zwyczajnie nie wiedzieć, że stowarzyszenie korzystało z pieniędzy publicznych, a pamiętajmy, że planowana jest odpowiedzialność karna za mijanie się z prawdą – zwraca uwagę Krzysztof Izdebski, prawnik i dyrektor programowy fundacji ePaństwo. – Informacje o członkostwie w organach zarządzających i nadzorczych fundacji oraz stowarzyszeń są publicznie dostępne. Planowana regulacja jedynie uprości dotarcie do tych informacji. Inaczej sprawa wygląda z samym członkostwem w stowarzyszeniach. Dzisiaj nie mają obowiązku ujawniania listy swoich członków, a rzeczywiście wyobrażam sobie sytuacje, w których ujawnienie tych danych nie byłoby korzystne dla obywateli – ocenia Wojciech Klicki, prawnik z fundacji Panoptykon. Po co takie informacje w oświadczeniach? – Wymóg wykazywania członkostwa w stowarzyszeniu otrzymującym środki publiczne ma wzmocnić przejrzystość wydatkowania tych środków i wzmocnić przejrzystość działania władz. Dzięki temu możliwe będzie sprawdzenie, czy stowarzyszenia, w których zasiadają osoby pełniące funkcje publiczną, nie są traktowane na specjalnych warunkach – tłumaczy Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych. – To daleko idąca podejrzliwość względem obywateli. Mamy przecież przepisy, które służą unikaniu takich konfliktów interesów (np. wyłączenie ze sprawy). Nie znam żadnych badań czy analiz, które pokazywałyby, że te mechanizmy nie działają i niezbędne jest sięgnięcie po powszechne informowanie o członkostwie w stowarzyszeniach – uważa Wojciech Klicki. Zdaniem prawników takie wymuszanie ujawniania informacji o przynależności do stowarzyszeń może być niezgodne z prawem do prywatności i prawem do stowarzyszania się. – Oczywiście nie może już tego zweryfikować Trybunał Konstytucyjny, ale gromadzenie takich informacji przez państwo i udostępnianie ich publicznie może być ocenianie jako nieproporcjonalne – uważa sędzia Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Szykują bat na sędziów? Nowa ustawa zawiera też inne kontrowersyjne rozwiązanie, które może uderzyć najbardziej w stowarzyszenie sędziów Iustitia. Organizacja naraża się partii rządzącej, broniąc zasad państwa prawa i niezależność sądownictwa. Dziś sędziowie i prokuratorzy nie mogą być m.in. członkami zarządów fundacji prowadzących działalność gospodarczą. Informacje na ten temat podają w oświadczeniach majątkowych. Ustawa poszerza zakaz o stowarzyszenia. W efekcie sędziowie i prokuratorzy nie będą mogli być członkami także organu zarządzającego stowarzyszenia lub fundacji posiadających jedynie możliwość prowadzenia działalności gospodarczej. Kontrowersyjny przepis wychwycił „Dziennik Gazeta Prawna”. Szef Iustitii Krystian Markiewicz: – Iustitia nie prowadzi działalności gospodarczej, ale ma taką możliwość, bo statut to dopuszcza, regulacja obejmie więc naszą organizację. Oczywiście będziemy podejmować decyzję, co dalej ze statutem w tej sytuacji. Może będzie trzeba go zmienić. Sędziowie nie chcieliby dawać okazji do przejęcia stowarzyszenia przez osoby, które sędziami nie są. Stowarzyszenie prokuratorów Lex Super Omnia nie prowadzi działalności gospodarczej i nie ma wpisanej do statutu takiej możliwości. Podobnie jest z innymi organizacjami sędziów (np. stowarzyszeniem sędziów rodzinnych czy Themis). Problem dotknie więc tylko Iustitię. – Mam świadomość, że jesteśmy niewygodni. Wiem, że wielu chętnie już dziś zdelegalizowałoby nasze stowarzyszenie. Ale nawet jeśli zostaną przyjęte niekorzystne dla nas przepisy, to będziemy starali się dostosować i dalej prowadzić walkę o niezależne sądy – zapewnia prezes Iustitii. Sędziowie, aby dalej zasiadać w zarządzie stowarzyszenia, będą musieli zmienić statut i wykreślić z niego działalność gospodarczą. Inaczej może się okazać, że z mocy nowej ustawy przestaną pełnić funkcje.
Następny artykułTo już prawdziwa plaga. Jako ekspertów pokazują kandydatów z list PiS