Politycy PiS poinformowali już, że Polski na pewno nie spotkają sankcje nałożone przez Komisję Europejską za łamanie reguł praworządności, bo takie działania zablokują nasi bracia Węgrzy. Czy słusznie? Dziennik Gazeta Prawna cytuje wypowiedź węgierskiego politologa. „Poleganie przez PiS wyłącznie na Orbanie może być ryzykowne”. Dominik Hejj wylicza powody, dla których premier Viktor Orban może zawieść oczekiwania PiS.

Artykuł w „DGP” to kontynuacja dyskusji, jaką wzbudziła w Europie decyzja Komisji Europejskiej, którą ogłoszono przed Świętami Bożego Narodzenia. Chodzi o uruchomienie art. 7 Traktatu Lizbońskiego, który umożliwia wprowadzenie kar na kraje, które świadomie i wbrew ostrzeżeniom łamią fundamentalne zasady państw Unii Europejskiej.

Reklamy

Węgierski politolog Dominik Hejj zwraca uwagę na fakt, że choć wicepremier Zoltan Semjen deklarował zawetowanie ewentualnych sankcji, to już sam Orban mówił jedynie o „utrudnianiu ich wprowadzenia”. To drugie sformułowanie może pozwolić sprytnemu Węgrowi bronić się, że próbował blokować zakulisowo wprowadzenie sankcji, ale na przykład wstrzymać się od głosu, co pozwoli ukarać Polskę. Od stycznia 2016 kiedy Węgrzy deklarowali obronę Polski wiele się też zmieniło na scenie międzynarodowej.

 

Zdaniem węgierskiego politologa „Polityczna cena braku lojalności wobec PiS nie jest wysoka”, bo o dobre relacje z Węgrami, inaczej niż za rządów PO-PLS, bardziej zabiega Warszawa niż Budapeszt.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Poprzedni artykułPęd do działania połączony z niezrównoważeniem natury intelektualnej. Ostra ocena Macierewicza
Następny artykułBezprawie w Senacie. Kluczowe głosowanie nieważne