Po reformie skracającej wiek emerytalny w 2017 roku przeciętne świadczenie dla kobiet miało wynieść 1786 zł, a dla mężczyzn – 3117 zł (brutto). W rzeczywistości okazały się znacznie niższe informuje Fakt powołując się na najnowsze dane ZUS, które pokazują, że obliczenia rządu były na wyrost.

Skrócenie wieku emerytalnego dla kobiet (do 60 lat ) i mężczyzn (do 65 lat) miało skutkować obniżeniem świadczeń – pisaliśmy o tym w Wirtualnej Polsce już w 2015 roku. Niższych świadczeń oczekiwali także rządzący, którzy reformę przeprowadzili Jednak, jak zauważa poniedziałkowy „Fakt”, różnica między rządowymi prognozami a wypłacanymi emeryturami jest ogromna.

Reklamy

Z obliczeń rządu przedstawionych podczas sejmowych prac nad zmianami wieku emerytalnego wynikało, że po zmianach w 2017 roku średnie świadczenie dla osób, które zdecydują się przejść na emeryturę, wyniesie 1786 zł w przypadku kobiet i 3117 zł w przypadku mężczyzn (obie kwoty brutto). Tymczasem najnowsze dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pokazują, że obliczenia te były na wyrost, a świadczenia, jakie otrzymują Polacy, są znacznie niższe.

W przypadku kobiet to 1614 zł, a w przypadku mężczyzn 2700 zł. Dlaczego emerytury wypłacane Polakom po reformie są niższe, niż pierwotnie zakładano? Jak tłumaczy „Faktowi” prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS, świadczenia byłyby wyższe, gdyby więcej osób, które o nie wnioskują, było przed wystąpieniem o emeryturę aktywnych zawodowo, bo o wysokości emerytury decydują składki płacone przez całe zawodowe życie.

Z przytaczanych przez dziennik danych ZUS wynika, że ponad połowa osób, które wystąpiły o emeryturę w ostatnich trzech miesiącach 2017 roku, przed złożeniem wniosku nie było zatrudnionych (to bezrobotni albo osoby, które odbierały rentę lub świadczenie przedemerytalne). Pozostałe 55 tys. osób nie pobierało żadnych świadczeń i nie odprowadzało składek.

Źródło: Fakt

Poprzedni artykułMinisterstwo Edukacji chce budowy państwa wyznaniowego? Walentynki i halloween niepożądane
Następny artykułKompromitacja Dudy i Macierewicza. Tak traktują najważniejszych sojuszników Polski