Dotkliwa porażka Morawieckiego. Biała księga okazała się partyjną propagandą

Unia Europejska, Komisja EuropejskaAni Rada Unii Europejskiej, ani Komisja Europejska nie odpuszczą Polsce w sprawie zagrożonej praworządności. A przygotowana przez rząd Mateusza Morawieckiego „biała księga”, jak pisze Gazeta Wyborcza, wręcz rozsierdziła niektóre kraje Unii.

Polska była we wtorek ponownie tematem spotkania unijnej Rady ds. Ogólnych, czyli ministrów Unii ds. europejskich. Premier Mateusz Morawiecki przedstawił niedawno w Brukseli „białą księgę”, w której rząd przekonuje do swych dobrych intencji i pożytków ze zmian w Trybunale Konstytucyjnym w 2016 r. oraz czterech ustaw sądowniczych z 2017 r.

Reklamy

Jednak Unia mówi: „Widzimy gotowość Polski do dalszego poszukiwania dialogu z Komisją Europejską. Ale nasze oczekiwania są jasne: spodziewamy się wprowadzenia odpowiednich zmian ustaw w Polsce, by zastrzeżenia Komisji zostały uwzględnione” – zadeklarował niemiecki minister Michael Roth tuż przed wtorkowymi obradami.

Tymczasem rząd PiS nie proponuje najmniejszych ustępstw i odrzuca krytykę ze strony Komisji. „Polska zwraca się do Komisji o wstrzemięźliwość w dokonywaniu przedwczesnych ocen wprowadzanych zmian do czasu ich pełnego wdrożenia. Polska strona wyraża gotowość do dokonania oceny, wspólnie z Komisją Europejską, rezultatów przyjętych rozwiązań” – głosi pismo przygotowane dla Brukseli.

Autorzy „białej księgi” przekonują, że nowe polskie rozwiązania nie różnią się od stosowanych w innych krajach UE. Jednak wg GW ministrowie m.in. z Francji i Hiszpanii stanowczo odrzucili te porównania do swych krajów jako nieuprawnione, nieprecyzyjne lub mijające się z faktami, a ponadto wyjęte z ich kontekstu ustrojowego. Niemiecki minister Roth miał za zamkniętymi drzwiami powiedzieć wręcz o „zafałszowaniach” w polskiej „białej księdze”.

Finałem postępowania w ramach art. 7.1. byłoby – jeśli Polska nadal nie będzie gotowa do choćby częściowych ustępstw – przyjęcie deklaracji o „wyraźnym ryzyku poważnego naruszenia praworządności” przez Polskę, do czego trzeba głosów 22 krajów w Radzie UE oraz co najmniej 2/3 głosów w europarlamencie. Tyle że, jak pisze GW, nikomu do tych głosowań teraz się nie spieszy – również dlatego, że uzyskanie większości 22 krajów nie jest gwarantowane.

Źródło: Gazeta Wyborcza