Prezydencki minister tez uważa, że nagroda mu się należy. Kiedyś twierdził inaczej

Andrzej Dera – dziś minister w kancelarii prezydenta za 2017 r. otrzymał 31 tys. zł nagrody. O sprawie pisze Fakt i przypomina, że jeszcze pięć lat temu Dera twierdził, że wypłacanie takich nagród to skandal.

W styczniu 2013 r. posłowie Solidarnej Polski Patryk Jaki i Andrzej Dera zorganizowali konferencję dotyczącą nagród przyznanych przez ówczesną marszałek Sejmu z PO. Ewa Kopacz przyznała wtedy sobie 45 tys. zł, a wicemarszałkom – po 40 tys. zł.

Reklamy

„Władza nie może mieć tego typu przywilejów, żeby obdarowywać się nawzajem ogromnymi pieniędzmi, na które zwykłe rodziny czasami nie są w stanie zarobić nawet przez cały rok pracując. Istnieje coś takiego jak etyka!” – grzmiał wtedy Dera dodając, że marszałek i wicemarszałkowie Sejmu „wypłacili sobie ogromne wynagrodzenia i przyjęli to bez żadnych skrupułów”. Sprawę określił jako: „niewyobrażalny skandal”. Jeszcze na tej samej konferencji razem z Jakim zaproponował zmiany w przepisach, które uniemożliwiałyby wypłacanie premii.

czy po pięciu latach zmienił poglądy? Dera twierdzi, że… nie.

„Gdyby wtedy zastosowano przepisy zaproponowane przez Solidarną Polskę, teraz nie byłoby najmniejszego problemu” – powiedział w rozmowie z Faktem i dodał, że „ci, którzy kwestionują zasadność przyznawania premii, nie mieliby żadnych argumentów. Nie wycofuję się ze swoich słów – dodaje. Podkreślił też, że pięć lat temu mówił o… czasach kryzysu. I że „konferencja dotyczyła jednorazowych wypłat powyżej 40 tys. zł”.

No tak… tu wypłaty były wielorazowe…

Źródło: Fakt