Z powodu obchodów rocznicy katastrofy karetka jechała dookoła.

W czasie obchodów Ósmej Rocznicy Katastrofy Smoleńskiej w Warszawie doszło do kilku incydentów, podczas których okazało się, że obchody utrudniają pomoc chorym ludziom.

„Jedna z osób spadła z wysokości czterech metrów. Policja nie przepuściła karetki pogotowia, która jechała na sygnale, przez Krakowskie Przedmieście. Mimo, że była to najkrótsza droga ambulans musiał jechać na około” – to informacja reportera portalu Nasze Miasto, któremu policjant tłumaczył, że demontaż barierek zająłby dłużej niż objazd karetki.

Reklamy

Z kolei Gazeta Wyborcza opisuje sprawę 95-letniej prawie niewidomej kobiety, do której nie wpuszczono opiekunki, bo nie miała meldunku, w domu, w którym mieszka podopieczna. O sprawie zawiadomiła córka 95-latki, która mieszka przy Królewskiej 2, a więc w domu między Krakowskim Przedmieściem a placem Piłsudskiego.

Ewa Skutecka opowiedziała dziennikarzom, że opiekunka, która jest jej koleżanką, dzwoniła do niej. „Mówiła mi, że jest odsyłana z jednego miejsca do drugiego. Zatrzymywali ją wojskowi i policjanci. Prosiłam, żeby przekazała słuchawkę policjantom, którzy nie chcą jej przepuścić. Ci jednak nie chcieli ze mną rozmawiać. Zagroziłam więc, że wzywam pogotowie do matki. Wtedy usłyszałam kobiecy głos, najpewniej policjantki: „Niech wzywa”. Ostatecznie jeden z policjantów poszedł z opiekunką do mojej mamy. Jestem pewna, że bardzo się zdenerwowała, kiedy dowiedziała się, że opiekunka przyszła z policjantem. Moja koleżanka też była bardzo roztrzęsiona. Tak nie powinno być.”

Policja obiecuje, że powyższa sytuacja zostanie uwzględniona podczas przyszłych zabezpieczeń na terenie Warszawy, ale… co się stało już się nie odstanie.

Źródło: Nasze Miasto, Gazeta Wyborcza