Po reportażu Superwizjera stracił pracę, ale szefostwo twierdzi, że… wykonał zadanie.

Mariusz Gajda podczas pracy w rządzie odpowiadał za nowe prawo wodne. Kontrowersje wokół ustawy nagłośniła TVN. Opozycja chce powołania komisji śledczej. A co dalej z autorem ustawy? Robert Socha z TVN poinformował, że po reportażu „Superwizjera” Mariusz Gajda stracił stanowisko dyrektora w państwowej Grupie Energa.

W obowiązującym od stycznia znowelizowanym prawie wodnym ważny jest artykuł 36. Jak relacjonowali dziennikarze „Superwizjera”, nie wiadomo kto i kiedy dokładnie dopisał go do projektu. Ma poważne konsekwencje dla polskich przedsiębiorców, bo zgodnie z nowymi przepisami polscy producenci urządzeń do pomiaru ścieków muszą uzyskać certyfikat z Głównego Urzędu Miar. Ponieważ nie ma na razie opracowanych standardów, nie ma też certyfikatów. Korzystają na tym producenci z zagranicy.

Reklamy

Zdaniem przedsiębiorcy Andrzeja Kloska, z którym rozmawiał „Superwizjer”, zanim polskie firmy uzyskają zatwierdzenia na montaż urządzeń, „rynek będzie opanowany przez zachodnich producentów”. W resorcie środowiska prawem wodnym zajmował się wiceminister Mariusz Gajda. Wcześniej był szefem Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Jak podaje „Superwizjer”, stracił stanowisko, gdy po wyjątkowo niskiej cenie wydzierżawił redemptorystom z Torunia działkę sąsiadującą z uczelnią o. Rydzyka, która należała do ZGW. Teraz Robert Socha z TVN poinformował, że po reportażu „Superwizjera” Mariusz Gajda stracił stanowisko dyrektora w państwowej Grupie Energa.

W odpowiedzi na pytania dziennikarzy Adam Kasprzyk, rzecznik prasowy Energi, napisał, że „Mariusz Gajda nie był zatrudniony w Grupie Energa. Jedynie z nami współpracował”. „W ostatnim czasie współpraca jego, jak i kilku innych osób, po zrealizowaniu postawionych zadań została zakończona” – stwierdził rzecznik.

Teraz aspektami prawa wodnego zajmowali się posłowie w sejmowych komisjach. Opozycja krytykuje obowiązująca ustawę i chce zmian. Posłanka PO Gabriela Lenartowicz mówiła na konferencji w Sejmie o „dziwnych interesach, kryjących się w mętnych wodach” ustawy. Platforma chce powołania komisji śledczej w związku z ustawą Prawo wodne.

„W art. 36 nastąpiły zmiany, do których nikt się nie przyznaje. Zmiany wprowadzono pomiędzy posiedzeniem Komitetu Stałego Rady Ministrów, komisją prawniczą a Radą Ministrów. W taki sposób nie ma możliwości wprowadzania zmian. To są te słynne „lub czasopisma” – mówił poseł Stanisław Gawłowski z PO. Ocenił, że generuje to „straty dla budżetu państwa idące w miliony złotych”, a także eliminuje z możliwości wygrywania przetargów polskie firmy.

Posłanka Krystyna Sibińska mówiła o byłym ministrze Gajdzie. „Krótko po tym, jak odszedł z ministerstwa środowiska, zaczął pracować w spółce Skarbu Państwa. Dziś wiemy, że po tych doniesieniach medialnych już tam nie pracuje.” Przypomniała też, że „Minister Gajda został zwolniony przez Stanisława Gawłowskiego w 2008 roku. Powodem było przekazania w skandalicznych warunkach i praktycznie za żadne pieniądze bardzo atrakcyjnej działki nad Wisłą w Toruniu o. Rydzykowi. Pan Gajda wrócił do ministerstwa i zaczął przygotowywać Prawo wodne”. Nazwała sprawę „aferą wodną”.

Posłowie Nowoczesnej złożyli projekt nowelizacji ustawy, która jak informuje partia, „ma za celu ograniczenie dyskryminujących przepisów oraz tym samym złagodzenie przedstawionego zagrożenia dla polskich przedsiębiorców produkujących urządzenia do pomiaru ścieków”. Nowoczesna przygotowała też zawiadomienie do prokuratury ws. ustawy.

Źródło: gazeta.pl, TVN