Polityk PiS aresztowany. Był radnym.

Dzisiaj rano na polecenie Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim policjanci zatrzymali Witolda W., właściciela firmy Factor. O sprawie informuje Gazeta Radomszczańska, która wielokrotnie opisywała działalność firmy Factor należącej do Witolda W.

Faktor proponowała pożyczki pieniędzy, ale… to ona była pożyczkobiorcą a klient pożyczkodawcą. Zapewniała, że jest w stanie wypłacać od pożyczonej kwoty bardzo atrakcyjny procent. Jeśli klient zdecyduje się pożyczyć swoje pieniądze na sześć miesięcy, będzie w skali roku otrzymywał 11,11 procenta odsetek. A jeśli na dwanaście miesięcy – ponad 14 procent. Oferta żadnego z banków nie była tak atrakcyjna.

Reklamy

Witold W. był wtedy radnym sejmiku województwa łódzkiego z Prawa i Sprawiedliwości. Ludzie uwierzyli. Jeden w przedsięwzięcie finansowe Witolda W. włożył ponad 382 tys. zł. Mówi, że część pieniędzy, dokładnie dwa razy po 100 tysięcy zł, które miał na innych kontach, przelał na konto bankowe wskazane przez Witolda W. Na koniec miesiąca pojawiał się w kasie Factora i otrzymywał odsetki. Minus podatek. Do 31 stycznia 2017 nie było problemów. 2 lutego Gazeta Radomszczańska opublikowała materiał „Factor i prokurator”, w którym informowała, że Komisja Nadzoru Finansowego ostrzega przed pożyczaniem pieniędzy Witoldowi W. KNF zawiadomił dziennikarz, który natknął się na reklamę Factora. Zaniepokoił go bardzo wysoki procent. KNF wciągnął firmę „Witold W. firma Factor z siedzibą w Radomsku” na listę ostrzeżeń, która umieszczona jest na stronie internetowej tej instytucji. Komisja zawiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez firmę z Radomska. Miałoby ono polegać na przyjmowaniu wkładów bankowych, czyli prowadzeniu działalności bankowej bez zezwolenia.

Wtedy Witold W. zaproponował aneksy umów. W jednym napisano, że pożyczkobiorca, czyli Witold W., zobowiązuje się do zwrotu wpłaconej kwoty wraz z odsetkami na koniec trwania umowy. Tylko, że wysokość odsetek to już nie ponad 14 a 2 i pół procent. A koniec trwania umowy ustala na ostatni dzień grudnia… 2020 roku.

Poszkodowane są 44 osoby. Zawierzyli W. jako działaczowi PiS-u. Jeden z poszkodowanych powiedział dziennikarzom: „Myślałem sobie, że pisowiec, wysoko postawiony, prawa ręka pani poseł Milczanowskiej – pokazuje wycinki z gazet, na zdjęciach Witold W. i poseł Anna Milczanowska. – Przecież to niemożliwe, żeby chciał kogoś oszukać. A jednak… To są ogromne pieniądze. Pewnie miliony.”

W marcu Witold W. przed jedną z sesji sejmiku złożył rezygnację z mandatu. Jedni twierdzą, że odszedł z powodu KNF i dochodzenia prokuratury. Inni, że został grzecznie poproszony, żeby odciął się od partii, bo jeśli nie, to „się do niego dobiorą”.

Jeden z poszkodowanych jest przekonany, że ktoś nad W. rozciągnął parasol ochronny. Dziś W. został aresztowany. bez kamer i fleszy reporterów. Media publiczne milczą.

Źródło: Gazeta Radomszczańska