Dama z łasiczką i tak nie mogła opuścić Polski

„Pieniądze powinny wrócić z Liechtensteinu do Polski i służyć polskiej kulturze i polskiej racji stanu. Ufam, że wymiar sprawiedliwości państwa polskiego do tego doprowadzi” – powiedział w rozmowie z Rzeczpospolitą prof. Marek Wolski, były szef Fundacji Czartoryskich. Został odsunięty od jej władz przed podejrzaną transakcją zakupu kolekcji rodziny przez Skarb Państwa za 500 mln złotych.

Sprawa zakupu kolekcji budzi coraz więcej kontrowersji. Prof. Marek Wolski, były prezes Fundacji nie krył zdziwienia wobec dziwnego zachowania wicepremiera Piotra Glińskiego, broniącego decyzji o zakupie jak niepodległości. Wicepremier miał nalegać na to, by spotkać się w cztery oczy, poza godzinami pracy ministerstwa, w jednej z warszawskich restauracji. Ten pomysł nie przypadł do gustu fundatorowi.

Reklamy

„Czartoryski, jako osoba starsza, prosił o spotkanie około południa, żeby mógł dojechać i wrócić bez nocowania w Warszawie. Prosił też, żebym ja był przy spotkaniu lub inny przedstawiciel zarządu, mówiąc, że obdarza nas pełnym zaufaniem. Nie chciał sam jechać, chciał mieć też swoją stałą tłumaczkę, która od początku wolnej Polski tłumaczyła podczas spotkania, pisma, posiedzenia rady oraz prawnika. Ministerstwo zgodziło się na spotkanie, ale wieczorem o godz. 19 w restauracji na Saskiej Kępie” – powiedział Rzeczpospolitej były prezes Fundacji. Tłumaczył, że „Czartoryski pamiętający sprawę „Sowy i przyjaciół” nie zgodził się na taką formułę spotkania”.

„Powiedział, że stać go na obiad, nie chce być zapraszany i zależy mu na zwyczajnym spotkaniu roboczym w ministerstwie w godzinach jego urzędowania, w gabinecie ministra” – powiedział prof. Wolski i wspomniał, że Czartoryski poprosił o odwołanie spotkania i prośbę o kolejny termin, już w ministerstwie.

„Niestety, sytuacja się powtórzyła. Minister Gliński chciał się spotkać z Czartoryskim wieczorem w restauracji, a nie u siebie w ministerstwie w ciągu dnia. Chciał, żeby spotkanie odbyło się bez przedstawicieli fundacji, tłumacza, prawnika. Oferował swojego tłumacza i prawnika. Czartoryski odmówił.”

Wolski przypomniał, że 11 maja 2016 roku minister z mównicy sejmowej, przedstawiając audyt rządów PO–PSL, powiedział, że jednym z zaniedbań poprzedników jest nierozwiązanie sprawy Muzeum Książąt Czartoryskich. Gliński twierdził, że sprawa jest pilna „gdyż 'Dama z gronostajem’ jest zagrożona, jeśli chodzi o stan posiadania”. 30 czerwca, Gliński wysłał bezpośrednio do Czartoryskiego list z propozycją zakupu zbiorów i prośbą o „pomijanie w dalszych kontaktach zarządu fundacji”. Z treści wywiadu wynika, że były prezes zarzuca Glińskiemu kłamstwa w relacjonowaniu sytuacji, które doprowadziły do zakupu. Przypomnijmy. Zakup kolekcji nastąpił po zmianie starego zarządu, którego członkowie dziś nie zostawiają na decyzji suchej nitki.

 

Afera z pół miliarda w tle zaczęła się w grudniu 2016 roku. Wicepremier w rządzie PiS – Piotr Gliński – odkupił od Fundacji Czartoryskich kolekcję sztuki, w tym słynną „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci. Cena? 100 milionów euro, czyli około pół miliarda złotych. Pieniądze pochodziły oczywiście z budżetu, czyli zapłacili za to wszyscy Polacy.Transakcja od początku była krytykowana, ponieważ Czartoryscy według prawa nie mogli sprzedać kolekcji nikomu innemu i musieli ją udostępniać społeczeństwu. „Dama z gronostajem” nie mogła opuścić Polski. Krytycy podnosili, że Gliński wydał nasze pół miliarda na coś, co i tak było dostępne dla każdego Polaka, więc transakcja nie była potrzebna.

Źródło: Rzeczpospolita