Odlot ministra środowiska. „Uprzejmie prosi” o niestosowanie ustawy, którą napisał.

Konflikt ministrów rolnictwa i środowiska utrudnia stworzenie nowego prawa łowieckiego. Jak dowiedziała się Wirtualna Polska obowiązująca od kwietnia ustawa powoduje, że rolnicy są narażeni na wielotysięczne straty.

Napisane w resorcie środowiska prawo łowieckie, które wprowadziło nowe zasady szacowania szkód łowieckich, weszło w życie 1 kwietnia. 3 tygodnie później Henryk Kowalczyk zwrócił się w piśmie do szefa związku łowieckiego z „uprzejmą prośbą”, by myśliwi „zawierali porozumienia z rolnikami w drodze ugody” na podstawie kodeksu cywilnego, „poza procedurą dochodzenia odszkodowania wskazaną w ustawie – Prawo łowieckie”.

Reklamy

– To podżeganie do łamania prawa przez organ administracji państwowej – wtóruje mu Dariusz Młotkiewicz, prezes klubu św. Huberta. Według niego ustawa została napisana w oderwaniu od rzeczywistości, bo jej twórcy nie wzięli pod uwagę, że w Polsce jest niewielu specjalistów od szacowania szkód łowieckich. „Wcześniejszy system polegał na tym, że rolnik zawierał ugodę z kołem łowieckim, do czego dochodziło w dziewięćdziesięciu paru przypadkach. W pozostałych kilku spory co do odszkodowania rozstrzygały sądy” – tłumaczy szef klubu św. Huberta.

Nowe prawo przerzuca obowiązek szacowanie szkód na gminy, w których brakuje przeszkolonych ludzi. Specjaliści oceniają, że trzeba przeszkolić 60 tys. osób, co potrwa dwa lata. Nic dziwnego, że przeciwko ustawie buntują się sołtysi. Tymczasem rolnicy są narażeni na wielotysięczne straty.

Wirtualna Polska opisuje sprawę rolnika, któremu połowę areału rzepaku stratowały sarny i jelenie. „Należy mi się ponad 100 tys. zł za te szkody. Koło łowieckie kłóci się z gminą, kto ma się sprawą zająć. W urzędzie gminy usłyszałem, że nie mają wyszkolonych ludzi. Odesłali mnie do koła łowieckiego, gdzie zapytali, czy potrafię czytać i powiedzieli, że wedle ustawy szacować powinna gmina” – powiedział poszkodowany.

Źródło: Wirtualna Polska