Jaka gazeta, takie śledztwo

Dziennikarze Gazety Polskiej w jednym z ostatnim numerów swego pisma przypomnieli sobie, że oprócz „bicia” w PO, jednym z jej głównych celów jest PSL. Stronnictwu poświęcono nawet stronę tytułową. Jest rzeczą oczywistą, że wydźwięk fotografii tytułującej numer był negatywny dla PSL.

Zaintrygowany tytułem postanowiłem, iż wyłożę te 5,90 PLN (oryginalna pisownia z okładki) i zobaczę na co wpadli dziennikarze „śledczy” GP. Pisząc dziennikarze śledczy, posłużyłem się celowo cudzysłowem. Dlaczego, zaraz postaram się Państwu wyjaśnić.

Reklamy

Wziąłem do ręki numer GP. Piękne czerwone jabłko, z którego wyłaniają się banknoty stu zlotowe i sugestywny tytuł: „Jak PSL skręcił 3 miliardy złotych”. Pomyślałem – mocne. Z jeszcze większą ciekawością zajrzałem do środka. Odnalazłem artykuł i czytam. Oczy moje robią się coraz większe, ale nie z powodu gigantycznych nadużyć PSL, ale z powodów zupełnego braku jakiegokolwiek materiału kogokolwiek obciążającego. Pozwólcie Państwo, że przytoczę kilka złotych myśli autora.

Już we wstępie do artykułu, silne tytułowe stwierdzenie „skręcił 3 miliardy złotych” nagle drastycznie słabnie i zastępuje je sformułowanie: ”kwota nieprawidłowości MOŻE sięgnąć 3 mld złotych”. W tym zdaniu mamy chytre wycofywanie się rakiem. Jeśli bowiem „może sięgnąć”, tzn nie wiemy czy naprawdę sięgnęła. Nie wiemy też do ilu sięgnęła. Cóż zatem wiemy, a cóż udajemy że wiemy?

Idźmy dalej. Autor w następnych akapitach pisze tak: „Okazja do robienia ogromnych interesów pojawiła się, gdy Unia Europejska zdecydowała się dofinansować tworzenie w naszym kraju tzw. grup producenckich”. Chwilę potem wyjaśniony jest termin grup producenckich i od razu wystrzał z armaty w kierunku Marka Sawickiego byłego ministra rolnictwa. Cytuję: „Szczególnym piewcą tworzenia grup producenckich był minister rolnictwa Marek Sawicki. Z wypowiedzi polityka PSL wynikało, że takie zrzeszenia były remedium na wszystko – na spadające ceny trzody chlewnej, na rosyjskie embargo, na wyzysk rolników ze strony sieci handlowych”. Z armaty wystrzelono, ale przyznacie Państwo, że kulą w plot. Jakim trzeba być dyletantem politycznym, aby w sytuacji gdy UE chce dopłacać do grup producenckich, krytykować ministra, za to, że propaguje ta ideę wśród rolników. Przecież to zupełnie nielogiczna konstrukcja myślowa. Nie wiem czy zdaniem dziennikarza GP, normalnym byłoby gdyby minister rolnictwa przekonywał rolników aby nie zakładali owych grup i odwrócili się do UE plecami. Naprawdę, mówiąc najdelikatniej,  niepoważne zarzuty.

Idźmy dalej, kolejny zarzut i kolejna wpadka redaktora „śledczego”. Kilkanaście linijek dalej pisze, że samorządowcy PSL zakładali fikcyjne grupy i wyłudzali pieniądze z UE. Próżno szukać tu konkretnych danych, nazwisk, miejsc gdzie taki proceder kwitł. Wszystko jest w formie luźnej powiastki. Cytuję: „Zawyżano koszty dosłownie wszystkiego, zarabiano niemalże na każdej rzeczy, często Na prozaicznych przedmiotach. Za stołki ze stali nierdzewnej o wartości nieco ponad 400 zł płacono 6 tys (ponad 1300 proc. wartości), lejek z blachy nominalnie za 721 zł kosztował grupę 8,5 tyś złotych (ponad 1100 proc. zawyżonych kosztów)”. Widząc słowo grupę (nie grupy), pomyślałem, iż wreszcie przejdziemy do szczegółów, zaraz dowiem się jaką grupę, skąd, kiedy. Nic z tych rzeczy. Zero szczegółów, konkretów, czegokolwiek, co mona byłoby zweryfikować. Wszystko na zasadzie było, podobno, gdzieś…. Takie ploteczki osiedlowych ławeczkowców (osób, które całymi dniami przesiadują na ławkach osiedlowych i zawsze mają mnóstwo niesprawdzonych tematów do rozmów.

Kolejny akapit już totalnie mnie rozbawił. Autor artykuły napisał „Oczywiście nie musimy dodawać, ze inwestycje były często pozbawione jakiegokolwiek sensu. Dość powiedzieć, że jak wyliczono [przyp. autor. kto wyliczał nie wiadomo] jedna z nich miała zwrócić się za …307 [przyp. Autor. nawet 307, a nie 300]. Ponad trzysta lat. Trzy wieki.”. Oczywiście, ponownie zero konkretów: gdzie taka inwestycja, kto za nią stoi. Po prostu kolejna plotka ławeczkarska, z którą nie ma jak nawet polemizować, bo zwyczajnie nie da się jej zweryfikować.

Najciekawsze jest to, że artykuł ten, pozbawiony jakichkolwiek faktów weryfikowalnych, umieszczono w zakładce [Korupcja, Śledztwo]. Parafrazując byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, można powiedzieć: „jaka gazeta, takie śledztwo i taki śledczy”.

Klika miesięcy temu czytałem artykuł śledczy o marnotrawstwie w TVP i wojsku. Artykuł ukazał się w Przeglądzie. Masa nazwisk, dat i konkretów. Kto dostał jaka odprawę, kiedy, kto decydował o jej przyznaniu. To jest dziennikarstwo śledcze. Natomiast artykulik w GP, nawet obok dziennikarstwa śledczego „nie leżał”. Jeśli ktoś zadał sobie tyle trudu aby pisać o krzesłach i lejkach, to chyba mógłby napisać gdzie owe „fakty” miały miejsce, kto za nimi stoi. Nazwiska, daty. Oczywiście jakby mógł i coś wiedział na pewno by napisał. Lepiej rzucić jakaś plotkę i sprawa skończona. To nie jest dziennikarstwo śledcze, co więcej to nie jest jakiekolwiek dziennikarstwo. To jest ławeczkomania.

Nie ulega wątpliwości, że artykuł ten miał być odpowiedzią na akcje Sami Swoi zorganizowana przez FML i jego prezesa Miłosza Motykę. Jednak, „gdzie Rzym a gdzie Krym”. W odróżnieniu od adwersarzy, młodzi ludowcy, podają konkrety, kto?, gdzie?,  ile?  Artykuł w GP, to naprawdę tania publicystyka żeby nie powiedzieć plotkomania. Gdy przystąpiłem do lektury tekstu w GP, równolegle włączyłem komputer. Chciałem od razu weryfikować prawdziwość tez oskarżeń. Po przeczytaniu artykułu zamknąłem komputer nic nie sprawdziwszy. Co wszak miałem sprawdzać? Miałem szukać informacji o kubku nierdzewnym czy o lejku metalowym? Podsumowując, w mojej ocenie artykuł ten  jest niepoważny i plotkarski. Aż dziw bierze, że do kogoś on może przemawiać.

Bernard