To Kaczyński doprowadził do skazania niewinnego człowieka. Oto efekty ręcznego sterowania prokuraturą

W 2000 roku ówczesny Prokurator Generalny Lech Kaczyński miał „naciskać na postawienie ciężkich oskarżeń” Tomaszowi Komendzie informuje Gazeta Wyborcza przypominając wywiad z tamtego okresu ze zmarłym w katastrofie smoleńskiej prezydentem Polski. Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w latach 2000-01 za rządów AWS.

W rozmowie z Jarosławem Kurskim, Lech Kaczyński mówił o naciskach na prokuratorów, by stosowali ostrzejsze kary dla przestępców. Powiedział m.in.: „Wykorzystujemy instytucję nadzoru dla wywierania nieustannego nacisku na zaostrzenie działań prokuratury. Ster został przestawiony, choć oczywiście przed okrętem jeszcze długa droga.” A przykładem, który przytoczył Lech Kaczyński, była zbrodnia z Miłoszyc, czyli sprawa, za którą został skazany Tomasz Komenda. Do zbrodni doszło w sylwestra 1996 roku. „Brutalnie zgwałcono, a później zamordowano piętnastoletnią dziewczynkę, właściwie jeszcze dziecko. Znaleziono jej ciało z rozerwanymi narządami rodnymi. I prokurator powiada pełnomocnikowi rodziny, że co najwyżej może jednemu ze sprawców postawić zarzut gwałtu. Są ślady zębów tego zbira, ślady DNA, wszelkie możliwe znaki – i nie można postawić zarzutu.” – mówił. „Zbirem”, którego miał na myśli, okazał się uniewinniony 16 maja br. Tomasz Komenda. Z wywiady w Wyborczej wynika, że ówczesny Prokurator Generalny „docisnął” dolnośląską prokuraturę. Jesienią 2000 r. publicznie mówił, że są tam zmiany personalne. Jako powód podał m.in. opieszałość w śledztwie ws. zbrodni miłoszyckiej”.

Reklamy

Więcej o sprawie w „Gazecie Wyborczej”.

Źródło: Gazeta Wyborcza