Dramat dzieci po reformie Zalewskiej. Rodzice wściekli na MEN

Sposobem samorządów na przeładowane po reformie szkolnictwa podstawówki jest przenoszenie części klas do innych szkół. Rozładowuje to tłok, ale dzieci są zmuszane do zmiany środowiska. Dziennikarze Gazety Wyborczej rozmawiali z rodzicami.

W Szkole Podstawowej nr 141 w Warszawie, gdy po likwidacji gimnazjów zostały w niej siódme klasy, zrobiło się naprawdę tłoczno. Wprowadzono system dwuzmianowy. Szkoły nie dało się rozbudować ani przenieść do innych okolicznych budynków, więc samorząd zaproponował rodzicom, by przepisali dzieci do czterech pobliskich podstawówek, które zostały przekształcone z gimnazjów i jest w nich więcej miejsca.

Reklamy

Znane są jednak przypadki, gdy takie rozwiązania nie są proponowane, a dzieci są do nich zmuszane. W Brzezinach pod Łodzią burmistrz wciąż negocjuje z rodzicami, by od września przenieść do likwidowanego gimnazjum część klas czwartych z okolicznych podstawówek. Inaczej w szkole zostałyby tylko ostatnie trzy klasy gimnazjum, jedna druga z ośmiolatkami i jedna pierwsza z siedmiolatkami.

Podobną decyzję podjęli samorządowcy w Świebodzinie (woj. lubuskie) – część dzieci zostanie przeniesionych z SP nr 6 do SP nr 3.

Marek Charzewski, burmistrz Malborka, najpierw napisał do rodziców list, by ustalić z nimi, kto na przenosiny się zgadza.

Jak pisze Gazeta Wyborcza samorządowcy mogliby w ogóle się nie patyczkować z rodzicami. Anna Zalewska swoją ustawą pozwoliła im niemal dowolnie przerzucać dzieci pomiędzy szkołami na czas wprowadzania reformy. Aż do roku szkolnego 2021/22 samorząd może wskazać uczniom danej podstawówki miejsce wypełniania obowiązku szkolnego w innej publicznej szkole, którą prowadzi. To, że włodarze gmin starają się nie nadużywać cierpliwości rodziców i prowadzą z nimi negocjacje w tej sprawie, jak twierdzą związki zawodowe, wynika głównie ze zbliżających się wyborów samorządowych.

Źródło: Gazeta Wyborcza