Hipokryci z PiS. Jeżdżą limuzynami, biorą kasę za paliwo

Posłowie PiS którzy piastują rządowe stanowiska i korzystali ze służbowych samochodów dostają z Sejmu pieniądze na paliwo do swoich aut. Wirtualna Polska przeanalizowała rozliczenia biur poselskich za 2017 rok, które w poniedziałek ukazały się na sejmowych stronach.

Dziennikarzy WP interesowali parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości, którzy pełnili ministerialne funkcje i jeździli służbowymi samochodami.

Reklamy

Najwięcej wydał szef MSWiA, a w ubiegłym roku wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński. Było to 29,3 tys. zł w 2017 r. Polityk na stałe mieszka w Warszawie, ale ma też swój drugie mieszkanie w Szczecinie. Również jego biura poselskie znajdują się na Pomorzu Zachodnim.

„Nigdy jako wicemarszałek Sejmu nie korzystałem ze służbowego samochodu i jechałem nim do Szczecina. Korzystałem ze swojego prywatnego auta, wszystkie zakupy paliwa są przez moje biuro poselskie ewidencjowane. Taka kwota wynika tylko i wyłącznie stąd, że jeździłem na spotkania w moim okręgu wyborczym prywatnym autem. Możliwość zakupu paliwa do prywatnego samochodu daje mi ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Jestem ostatnią osobą, która by w jakikolwiek sposób wykorzystywała służbową funkcję w sposób niezgodny z prawem” – powiedział Wirtualnej Polsce Joachim Brudziński.

  • Maciej Wąsik 25,8 tys. zł
  • Henryk Kowalczyk wydał 24,5 tys. zł.
  • Bartosz Kownacki 17,3 tys. zł.
  • Andrzej Adamczyk wydał 12,8 tys. zł.
  • Krzysztof Tchórzewski 12,3 tys. zł.
  • Jarosław Sellin 11,7 tys. zł.
  • Jan Szyszko 8,9 tys. zł.
  • Witold Waszczykowski 6,1 tys. zł.
  • Anna Zalewska 4 tys. zł.

O kilometrówkach było głośno za rządów PO – PSL, kiedy na jaw wyszło, że ówczesny marszałek Sejmu Radosław Sikorski pobiera pieniądze na paliwo do prywatnego auta. Śledztwo, które w tej sprawie wszczęto, prawomocnie umorzono. Teraz okazuje się, że aktualne jest stare przysłowie ludowe: „przyganiał kocioł garnkowi, a sam smoli”.

Źródło: Wirtualna Polska