Oszustwa i kombinacje przy ordynacji wyborczej? W PiS trwa pęd na kasę z Europarlamentu

PiS chce sobie dodać europosłów, zmieniając ordynację wyborczą donosi Wprost. Tygodnik pisze, że proponowane przez posłów partii Jarosława Kaczyńskiego nowe zasady mogą wyeliminować z podziału mandatów średnie i małe partie. Wtedy ich miejsca w Parlamencie Europejskim przejąłby PiS.

Korzystając z rozpoczynających się właśnie wakacji i towarzyszącego im ogólnego rozprężenia w polityce (mundial!), posłowie PiS złożyli w piątek w Sejmie projekt zmian w ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Mieli zapewne nadzieję, że prawie nikt tego nie zauważy, a jak już zauważy, to nie zrozumie, bo kwestia teoretycznie brzmi dość skomplikowanie. Tymczasem jak twierdzi tygodnik sprawa jest prosta. Chodzi o to, jak przy niezmienionym poparciu załatwić sobie więcej mandatów w Parlamencie Europejskim. A te mandaty to nie tylko większa siła polityczna, ale też spore pieniądze, bo europarlamentarzyści są opłacani dużo wyżej niż posłowie.

Reklamy

Europoseł zarabia bowiem ponad 7,6 tys. euro (ok. 33 tys. zł) samego uposażenia, nie licząc diet czy dofinansowania biur poselskich, podczas gdy poseł w Polsce dostaje 7,9 tys., ale złotych, czyli ponad cztery razy mniej. Posłowie do Parlamentu Europejskiego oddają zresztą sporą część zarobków swoim partiom.

Do tej pory Polska była podzielona na 13 okręgów, ale 51 przypadających naszemu krajowi mandatów rozdzielało się w skali kraju. To znaczy, że głosy przelicza się w całej Polsce i na tej podstawie przypisuje poszczególnym partiom, a dopiero potem przydziela konkretnym kandydatom z okręgów. PiS proponuje, żeby kraj podzielić na nowo na okręgi, z których wybierać będziemy co najmniej trzech posłów i rozdzielać głosy już na poziomie okręgów. W skrajnym wypadku oznaczałoby to 17 okręgów po trzech posłów. W takim modelu szanse na miejsca w Parlamencie Europejskim miałyby tylko dwie partie, PiS i PO. Pozostałym nie starczyłoby poparcia, żeby wziąć udział w podziale mandatów.

Więcej: Wprost