Wojskowe święto dla formacji bez sukcesów. Żołnierze wzburzeni jak nigdy!

Jest taka kultowa scena komedii „MiŚ”, w której minister mówi do prezesa klubu: To dla mego wnuka! Chłopak tak się garnie do sportu. Niech ma na zachętę! Miś: Właśnie nie bardzo wiedziałem co on uprawia, więc taki napis jest może… nie taki bardzo? Minister: Nic nie uprawia! Chodzi właśnie o zachętę, a co napisałeś? Miś: Eeee… Napisałem tam…: „Markowi Złotnickiemu, za zajęcie pierwszego miejsca”.

Najwyraźniej podobny dialog musiał się odbyć gdzieś w gmachu Ministerstwa Obrony Narodowej. Nie znamy dramatis personae, możemy tylko powiedzieć, że nieustalone osoby w nieustalonym czasie ustalały sobie święto WOT, a więc formacji, która nie ma żadnych sukcesów. Nic więc dziwnego, że żołnierze zawodowi się wściekają i dają w internecie wyraz swojej frustracji. Niestety większość tych wypowiedzi nie nadaj się do cytowania.

Reklamy

 

Scena 79: (w Pałacu Kultury i Nauki)

[Miśwchodzi do Pałacu Kultury i Nauki. Zauważa go Portier]
Portier:
Proszę pana! Proszę bardzo, tamte drzwi!
Minister: Witaj Rysiu, wiesz jak cię lubię chłopie! No patrz, tak mnie dopadła ta astma, że od świtu muszę pić te świństwa!
Miś: Taki przyniosłem. Ooo!
[Miś wchodzi do windy, w której odpoczywa Minister]
Minister: To dla mego wnuka. Chłopak tak się garnie do sportu. Niech ma na zachętę!
Miś: Właśnie!
Minister: Oooooo, już wpół do szóstej, musimy znowu zmienić ciśnienie. Wsiadaj, wsiadaj! Pojedziesz ze mną… Naciśnij trzydziestkę, tam !
Miś: Właśnie… nie bardzo wiedziałem co on uprawia, więc taki napis jest może… nie taki bardzo…
Minister: Nic nie uprawia. Chodzi właśnie o zachętę, a co napisałeś?
Miś: Eeee… Napisałem tam…: „Markowi Złotnickiemu, za zajęcie pierwszego miejsca”.
Minister: Rysiu, bardzo cię lubię, morda! Słuchaj Rysiu, jak tyś brał ślub z Ircią, to mieliście nad głowami takie szable. Pamiętasz? Chciałbym mieć też takie szable i ja. No ale to dopiero na przyszły wtorek bierzemy ślub.
Miś: Oczywiście, rozumiem! Na przyszły wtorek. No a potem, oczywiście jakaś … podróż poślubna.
Minister: A nie, to chyba przełożymy na zimę. Ja ci powiem: ja już wszędzie byłem. Nie chce mi się. Za to Irena lata jak szalona. Przywiozła sobie piękne futro z Leningradu. A teraz… co dzisiaj mamy ?
Miś: Eee… wtorek!
Minister: To w piątek leci do Londynu kupić sobie coś tam do sukni ślubnej, czy kostium. No wiesz jak to kobiety… A co do tego ślubu, to…
Miś: Właśnie chciałem… przypomniałem sobie, że do Ireny list przyszedł zza granicy… i jeszcze na stary adres… i zdaje się właśnie, że z Londynu…
Minister: Z Londynu? A gdzie go masz?
Miś: W domu… albo… albo w klubie.
Minister: Aaa, no to pojedziemy…
Miś: Nie, no, ale to po co? Zaraz! Chwileczkę! Panie ministrze! To po co? Ja sam przyniosę! Po co pan minister ma się fatygować, proszę poczekać na mnie! Zaraz z nim będę, zaraz będę!

[Miś ucieka]