Największa tajemnica Jarosława Kaczyńskiego

Wojna prezesa PiS z całym światem i jego sposób myślenia dają się łatwo wytłumaczyć poprzez analizę jego edukacji i zachowań w polityce. To prawdopodobnie największa a jednocześnie bardzo wstydliwa tajemnica Jarosława Kaczyńskiego, którą próbuje ukryć przed ludźmi swojej partii i otoczeniem.

Po pierwsze, promowanie dominację woli politycznej nad literą prawa Kaczyński wziął od, Stanisław Ehrlich, swojego promotora z uczelni.

Wola polityczna wyrażona przez naród jest nadrzędna wobec prawa twierdził Ehrlich. Cała ideologiczna otoczka tego pomysłu nie ma najmniejszego znaczenia – te totalitarne zapędy swojego profesora Kaczyński próbuje dzisiaj wmontować w polski system prawny, nie dostrzegając, że niszczy jednocześnie podstawy funkcjonowania państwa. „Antykomunizmu nie uczył się z papieskich encyklik ani z książek Friedricha Hayeka, ale na seminariach byłego marksisty Stanisława Ehrlicha.

Reklamy

Po drugie, intrygi i sposób ostrej walki politycznej trwają od dawna. Gdy Kaczyński był w otoczeniu Wałęsy, dał się poznać z jak najgorszej strony.

Niechęć do Kaczyńskiego brała się stąd, że to właśnie jego uznano za symbol zepsucia, za oportunistę, za skończonego karierowicza, który omotał Wałęsę i dzięki brutalnym intrygom chce przeskoczyć w hierarchii bardziej zasłużonych polityków.” Kaczyński miał jakąś obsesję względem polityków lepszych od siebie i chciał być na piedestale. Stąd na przykład obsesyjna nienawiść do Geremka. Wszystko, co mówił Kaczyński o Geremku, było albo dramatycznie małostkowe, albo logicznie naciągane. Twierdził na przykład, że Geremek chciał zbudować koalicję z komunistami, a za cały dowód służył mu fakt, że był na ty z Jerzym Wiatrem i Januszem Reykowskim. Te same schematy i metody widzimy dzisiaj.

Po trzecie, Kaczyński pochodzi tak naprawdę z elitarnego warszawskiego środowiska lewicy i nie ma nic wspólnego ze zwykłymi ludźmi ani prawicą.

Bo niewiele osób pamięta, ale na początku lat dziewięćdziesiątych Kaczyński nie był ideowym przeciwnikiem lewicy ale kolegą o bliskich jej poglądach. Kaczyński pochodził z tego samego świata warszawskiej lewicującej opozycji. Prawicowe środowiska owszem poznał, ale mocno go rozczarowały. Kaczyński nie znosił wówczas klerykalizmu, w ogóle jego stosunek do religii był chłodny; większość znajomych nie wiedziała nawet, że jest wierzący. Nie lubił też Kaczyński tradycji endeckiej, szydził także z romantycznego patriotyzmu, z czołobitnego stosunku do narodowej tradycji. Zmiana okazywanych poglądów wynikała tylko i wyłącznie z potrzeby dotarcia do elektoratu.

Czas zerwać maski i przejrzeć na oczy: brutalne metody Kaczyńskiego nie uwzględniają demokracji. To jest dotarcie do władzy dla samej władzy, bez analizy konsekwencji. Kaczyński nie jest żadnym „genialnym taktykiem”. Jest po prostu zimnym, wyrachowanym i brutalnie działającym politykiem, którego prawdopodobnie nie interesuje zbyt wiele poza władzą. A najmniej zwykli ludzie. Są tylko środkiem do celu.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Roberta Krasowskiego, „Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy”.