PiS zrobił kadrową czystkę w zarządach, szuka haków na reformatorów i przywraca stare

Po przejęciu władzy przez PiS w PKP i jej spółkach dzieje się coraz gorzej. Jak informuje Gazeta Wyborcza nie widać tego w wynikach finansowych, bo nowa ekipa konsumuje efekty przeprowadzonych reform. Jednak na kolei narasta chaos, czego przykładem jest rosnąca liczba spóźnionych pociągów.

Za rządów PO-PSL zarząd PKP przeprowadził głęboką restrukturyzację spółki. Jak pisze Gazeta Wyborcza kilka spółek zależnych zostało sprywatyzowanych, a uzyskane pieniądze i oszczędności pozwoliły zlikwidować wielomiliardowy dług, zakupić nowoczesny tabor, wyremontować dworce i odwrócić 20-letni trend odwrotu ludzi od kolei.

Reklamy

Po przejęciu władzy przez PiS w PKP i jej spółkach dzieje się coraz gorzej. Na razie nie widać tego w wynikach finansowych, bo nowa ekipa konsumuje efekty przeprowadzonych reform. Ale na kolei narasta chaos, czego przykładem jest rosnąca liczba spóźnionych pociągów.

W 2001 roku została przeprowadzona reforma polegająca na wydzieleniu z państwowego przedsiębiorstwa spółek, które zostały podporządkowane spółce PKP SA. Była to realizacja dyrektyw unijnych, które zalecały oddzielenie kolei od trakcji kolejowej. Powstały między innymi spółki PKP Cargo, PKP Intercity i PKP Przewozy Regionalne, a także kilkanaście innych, niezwiązanych bezpośrednio z usługami kolejowymi. Wydzielona została też spółka PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) zarządzająca infrastrukturą kolejową.

PKP SA miało historyczny dług, który groził utratą płynności spółek. W latach 2008-12 nieco się zmniejszył, między innymi dzięki dotacjom do Kolei Regionalnych – Polska uzyskała na to zgodę Komisji Europejskiej.

W czasie rządów reformatorów oddłużanie przyspieszyło, między innymi dzięki prywatyzacji. Sprzedane zostały trzy spółki – PKP Energetyka, TK Telekom oraz Polskie Koleje Linowe. Akcje PKP Cargo SA zostały wprowadzone na GPW. De facto nie była to prywatyzacja, bo PKP (spółka skarbu państwa) miało pełną kontrolę, zachowując 33 proc. akcji oraz przez odpowiednie zapisy w statucie.

30.10.2013 sprzedano 50 procent akcji po 68 zł, a 18.06.2014 dodatkowe 17 proc. po 72 zł. Dziś akcje kosztują 49 zł, co oznacza, że wartość Cargo spadła w czasie rządów PiS o blisko 1 mld zł. Dla PKP sprzedaż tych spółek oznaczała nie tylko pozyskanie pieniędzy potrzebnych do oddłużenia, ale także poprawę funkcjonowania całej grupy. Górskie kolejki linowe to w ogóle działalność mająca niewiele wspólnego z przewozami kolejowymi. Zatrudnienie w grupie PKP spadło z 84 tys. w roku 2012 do 70 tys. w 2015.

Kolej jeszcze po czasach PRL odziedziczyła wiele terenów, które były słabo zagospodarowane i nie przynosiły dochodów. Nowy zarząd część terenów sprzedał, a kilkaset hektarów wydzierżawił. W latach 2012-15 wpływy ze sprzedaży nieruchomości PKP wyniosły 1,2 mld zł, a przychody z prywatyzacji 2,2 mld zł.

Na dzierżawionych terenach powstały galerie handlowe, biurowce, domy mieszkalne. Dworce w dużych miastach, które jeszcze 10 lat temu straszyły, to dziś duże centra rekreacyjno-zakupowe.

Efekty były widoczne i docenione przez pasażerów. W I kwartale 2015 r. pociągi PKP Intercity miały punktualność 93 proc., 26 proc. biletów było sprzedawanych przez internet, liczba wypadków w tym czasie spadła o 1/3. W kwietniu 2015 r. badania pokazały, że 59 proc. pasażerów PKP jest zadowolonych z komfortu podróży, 2 lata wcześniej było to 42 proc. Czas przejazdu z Warszawy do głównych miast – Krakowa, Gdańska, Wrocławia – skrócił się o ponad 1 godzinę.

Rząd PiS stara się też unieważnić transakcję prywatyzacyjną dotyczącą Polskich Kolei Linowych. Argumentów nie ma, poza absurdalnym – że to narodowe dobro wybudowane jeszcze przed II wojną światową. W 2014 r. na wniosek posłów Solidarnej Polski (Ziobro i inni) prokuratura prześwietlała transakcję i niczego złego się nie dopatrzyła.

W 2017 r., gdy Ziobro był już ministrem i prokuratorem generalnym, postępowanie dotyczące prywatyzacji PKL zostało wznowione. Prokurator Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie twierdzi, że chodzi o przesłuchanie kolejnych świadków. Ale po roku śledztwa prokuratura nie znalazła podstaw, by postawić zarzut.

PKP podlega ministrowi infrastruktury i budownictwa Andrzejowi Adamczykowi, który zadbał przede wszystkim o to, by pozbyć się ludzi kojarzonych z poprzednią ekipą.  Na szczytach PKP zaczęła się karuzela stanowisk.

W II kwartale 2018 r. jedynie 68,2 proc. pociągów PKP Intercity dotarło do celu o czasie. Był to wynik gorszy o kilka punktów procentowych niż w I kwartale, a z reguły okres wiosenno-letni jest dla kolei lepszy niż okres zimowy. Wynik jest drastycznie gorszy w porównaniu z rokiem 2015, gdy spółkami kolejowymi zarządzali reformatorzy. Po części to „zasługa” prac modernizacyjnych, które trwają na wielu głównych liniach kolejowych

Żadne inne koleje w Polsce nie osiągnęły tak złego wyniku jak PKP Intercity. Przewozy Regionalne osiągnęły punktualność 88,75 proc. z niewielkim pogorszeniem od zeszłego kwartału, podobnie Koleje Śląskie – 88,27 proc., Koleje Wielkopolskie – 86,56 proc. Ogólny wynik dla wszystkich przewozów wyniósł 88,12 proc. i był gorszy od analogicznego okresu roku ubiegłego o 4 punkty procentowe.

Pasażerów denerwują nie tylko opóźnienia, ale też odwołania pociągów. W II kwartale 2018 r. było 4 605 takich przypadków, czyli dwukrotnie więcej niż w I kwartale 2018 roku. Liczba odwołanych pociągów rośnie lawinowo od trzech lat. To dowód na złe zarządzanie i pogłębiający się chaos.

Więcej: Gazeta Wyborcza