Wpadka nowej KRS. Maciej Mitera obnaża wady tej instytucji

Każdy dzień przynosi kolejne wpadki władzy. Nie inaczej było z wypowiedzią Macieja Mitera, rzecznika prasowego organu zwanego neo KRS. „Krajowa Rada Sądownictwa nie ma obowiązku sprawdzania, czy wobec kandydata na sędziego Sądu Najwyższego toczyły się postępowania dyscyplinarne — powiedział w wypowiedzi dla PAP Mitera.

Problem w tym, że dopuszczenie do kandydowania, nawet na podstawie niekonstytucyjnej ustawy i wbrew uchwale Sądu Najwyższego, osoby z wyrokiem dyscyplinarnym, to potężna wpadka neo KRS. Słowa Macieja Mitery dodatkowo pogrążają ten organ w oczach opinii publicznej, oznaczają bowiem, że nie tylko nie kontroluje on osób, które ma rzekomo sprawdzać, ale dodatkowo twórcy ustawy kompletnie pominęli tak ważny problem jak karalność kandydatów.

Reklamy

Sprawa dotyczy pani Małgorzaty Ułaszonek-Kubackiej, radcy prawnego z Białegostoku, która została skazana w marcu 2017 r. przez radcowski sąd dyscyplinarny. Ułaszonek-Kubacka od wyroku się nie odwołała, potwierdzając tym samym swoją winę.

Sprawa ta obnaża rzeczywiste mechanizmy sprawowania władzy przez PiS i bylejakość tworzonego prawa oraz bylejakość instytucji. Bo jednak członkowie neo KRS mieli świadomość, że kandydatka była karana dyscyplinarnie a mimo to dopuścili ją do kandydowania. Słowa rzecznika można więc odebrać wyłącznie jako próbę ucieczki od problemu.

Pod koniec sierpnia KRS – wbrew uchwale Sądu Najwyższego – wyłoniła 40 „kandydatów” na stanowiska sędziowskie w Izbie Dyscyplinarnej, Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, Izbie Cywilnej oraz Izbie Karnej SN. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że instytucja ta straciła jakiekolwiek prawo moralne do działania w obliczu takich wpadek.