Chcieli wybielić Morawieckiego, wyszło odwrotnie. Karnowscy epatują wyborców aferami PiS

Strach przed upadkiem w obozie władzy musi być bardzo duży, skoro swoim piórem bronią go bracia Karnowscy. Tyle, że czyni to wyjątkowo nieudolnie bo zamiast gasić ów pożar, jeszcze go wzmagają. Bowiem pisanie o problemach szefa rządu jeszcze bardziej koncentruje na nich uwagę własnego elektoratu PiS.

Teraz celem stał się Morawiecki, atakowany czy to jako rzekomy „kłamca”, czy też za pomocą odgrzewanych kotletów.” – to cytat z felietonu w prorządowym serwisie wPolityce. Karnowscy najwidoczniej zapomnieli, że Morawiecki został uznany za kłamcę przez niezależny sąd, który nakazał szefowi rządu przeprosiny. Premier zamiast odważnie przeprosić, wolał ukryć się za kartką z przeprosinami i lektorką, co wywarło jak najgorsze wrażenie. Do określenia kłamca doszedł jeszcze tchórz. 

Reklamy

Mateusz Morawiecki stał się wraz ze swoim rządem twarzą kampanii samorządowej PiS. Jest to najwyraźniej powtórzenie strategii z wyborów uzupełniających do Senatu, gdzie cały gabinet jeździł wspierać Annę Marię Anders na Podlasiu. Wyborcy wyszli na tym fatalnie, bo pani senator najwyraźniej woli USA niż Polskę. Ale mamy rok 2018 a samorządowcy w całej Polsce skutecznie dają odpór pisowskiej propagandzie, na którą odpowiadają twardymi danymi. Prezentacje Morawieckiego i jego ministrów w starciu z faktami nie mają szans. 

Afera taśmowa Morawieckiego, ujawniona w dniu wczorajszym przez Onet.pl, może zachwiać pisowską władzą w Polsce szybciej, niż nam się wydaje. A obrona premiera przez Karnowskich dowodzi, że PiS ma coraz większy problem z premierem. Postawienie na niego może okazać się kosztownym błędem.

„To, co blokuje dalszy wzrost PiS, to ciągła awantura […] w rodzaju rowu z płonącą benzyną; ów rów ma zapobiegać przechodzeniu wyborców na drugą stronę.” – piszą Karnowscy. W rzeczywistości ten ogień wywołał sam PiS, poprzez kolejne afery, niszczenie sądów, edukacji, wojska, ciągłe konfliktowanie społeczeństwa. Źródło owej benzyny jest… na Nowogrodzkiej. Paradoksalnie, Kaczyński leje jej tak wiele, że ogień dotarł właśnie do jego własnego obozu. Karnowscy go tylko podsycają.

źródło: wPolityce.pl, Onet