„Państwo teoretyczne” wstrząśnie polityką. Ujawniamy nowe szokujące fragmenty książki Bartłomieja Sienkiewicza!

„Usłyszeliśmy w parafii, że albo zapłacimy od razu 2,4 tys. złotych, albo pogrzebu nie będzie – płacze 80-letnia Gertruda Firchow, która w ciągu tygodnia straciła dwóch synów. W Wąbrzeźnie nie ma cmentarza komunalnego. Są dwa parafialne – stary i nowy – którymi administruje ks. Jan Kalinowski, proboszcz parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza. I dyktuje twarde warunki. Zasiłek pogrzebowy z ZUS wynosi obecnie 4 tys. zł. Ksiądz za pogrzeb woła średnio ok. 2 tys. zł. Drugie tyle chowający zmarłych oddają zakładom pogrzebowym. Tyle że wąbrzeski proboszcz nie chce czekać, aż Zakład Ubezpieczeń Społecznych przeleje rodzinie pieniądze na konto” – pisze w swojej książce Bartłomiej Sienkiewicz.

„Państwo teoretyczne” trafia jutro do księgarń. Autor opisuje w niej państwo, które pomimo zapowiedzi i zaklęć polityków jest obce dla swoich obywateli. Przedstawia szokujące szczegóły zamachu na rząd w związku z „Aferą taśmową”. I ujawnia nieznane szerszej opinii fakty, związane z funkcjonowaniem państwa:

Reklamy

„Rodzina Orłowskich z Przerośla koło Suwałk pogrzebu mamy nie zapomni do końca życia. Była to podwójna tragedia, bo śmierci ukochanej osoby nie potrafił uszanować duchowny. Ksiądz, a zarazem właściciel cmentarza, zabronił grabarzom zasypać grób. Z powodu pieniędzy […]. «Nie miałem 1,4 tys. zł, żeby zapłacić z góry za pogrzeb, jak wyliczył proboszcz – żali się Adam. – Powiedziałem, że zapłacę, gdy dostanę pieniądze z zasiłku pogrzebowego z ZUS-u. Bardzo to rozzłościło księdza» – relacjonuje. Wstrząsające wydarzenia rozegrały się w dniu pogrzebu. Ksiądz, jak mówi rodzina, nie poświęcił ciała”[2].

To dwa drastyczne przykłady (a jest ich więcej) niczym nieskrępowanej władzy, ale jej istota nie wyraża się w takich i podobnych incydentach, ale w samej możliwości dyktowania warunków przez lokalnych proboszczów. Dla ludzi niemożność pochowania swoich bliskich na cmentarzu, gdzie leżą ich przodkowie, jest tragedią. Zawieszona i niewypowiedziana groźba, że na końcu i tak trzeba będzie przyjść do księdza z prośbą o pogrzeb (i zapłacić za to, ile zażąda), jest fundamentem jego władzy.

Według Najwyższej Izby Kontroli (jedyna do tej pory instytucja, która to badała) z łącznej liczby 15,5 tys. obecnie funkcjonujących obiektów cmentarnych tylko około 1880 to cmentarze komunalne – ledwie 12 proc. Największą część stanowią cmentarze wyznaniowe, tzw. parafialne. Rozmieszczenie cmentarzy komunalnych w poszczególnych regionach kraju, z uwagi na uwarunkowania historyczno-kulturowe, nie jest równomierne. Zdecydowanie najwięcej jest ich w województwach zachodniopomorskim, lubuskim oraz dolnośląskim, czyli na terenach, które w przeszłości zamieszkiwali protestanci (i zostały one skomunalizowane).

Co na to prawo? „Zarząd cmentarza wyznaniowego należącego przykładowo do Kościoła katolickiego nie może […] odmówić (pod karą aresztu lub grzywny) pochowania luteranina, muzułmanina lub nawet ateisty (ani jego osoby bliskiej), o ile gmina nie posiada cmentarza komunalnego. Taka sama kara grozi za brak zgody na odbycie na jedynym w gminie cmentarzu wyznaniowym obrządku pogrzebowego zgodnego z inną religią. Reguły te stanowią uszczegółowienie zasady wolności religijnej i braku dyskryminacji ze względu na wyznanie ustanowionej w art. 53 Konstytucji”[3]. To samo dotyczy wykupionego wcześniej miejsca na cmentarzu. Problem stanowi zarówno to, że wszystkie czynności pogrzebowe pozostają w gestii miejscowego proboszcza, jak i to, że może on odmówić odprawienia religijnego obrządku odprowadzenia zmarłego. Jak widać z przykładu pierwszego, zdarzają się sytuacje ekstremalne, w których prawny obowiązek pochówku jest naruszany bezkarnie, a ostatecznym mieczem Damoklesa nad żałobnikami jest ryzyko odmowy „posługi kapłańskiej” przy złożeniu nieboszczyka do grobu.

I teraz dochodzimy do istoty sprawy. To opłata, jaką trzeba wyasygnować na pogrzeb bliskiej osoby, odprowadzona do parafii. Jest ona zupełnie woluntarystyczna i zależy od widzimisię proboszcza. Jest opłatą dotykającą wszystkich obywateli, którzy nie mają wyboru (przypomnijmy – tylko 12 proc. cmentarzy w Polsce to cmentarze komunalne). Polacy są zdani na łaskę księży, spośród których część nie ma żadnych skrupułów w zdzieraniu opłat od obywateli. Opłat nigdzie nieewidencjonowanych, od których państwo nie pobiera podatków, bo Kościół jest z nich zwolniony; opłat nieprzedstawianych parafianom, bo księża na ogół nie pokazują ani dochodów, ani rozchodów z czynności religijnych wiernym swojej parafii. Nic dziwnego, że raz na jakiś czas dochodzi do skandali w tych sprawach, nie mówiąc już, że sam system z punktu widzenia państwa jest skandalem. Bo jak inaczej można nazwać sytuację, w której państwo godzi się, żeby obok niego, w sposób niezależny istniał podmiot pobierający opłaty według uznania obciążające obywateli tego państwa i niemający żadnych zobowiązań (poza moralnymi) wobec tak obywateli, jak i tego państwa? Podmiot, dodajmy, mający osobowość prawną, połączony z polskim państwem umową o randze traktatu (konkordat). Władza księży Kościoła katolickiego, poza dużymi miastami i miejscowościami z cmentarzami komunalnymi, jest faktem, z którym najwyraźniej polskie państwo się pogodziło.” – pisze Bartłomiej Sienkiewicz.

Książkę będzie można nabyć w księgarniach od 3 października br.