Afera taśmowa. 40 milionów za „odgrzewany kotlet” to wysoka cena, którą Morawiecki płaci naszymi pieniędzmi

40 milionów dla Roberta Kubicy w trybie nagłym zapłaci jedna z państwowych spółek. W ten sposób Mateusz Morawiecki chce przykryć „sprawę znaną od dawna” i „odgrzewany kotlet”. Ale to bardzo wysoka cena i do tego płacona przez nas.

W 2013 roku Mateusz Morawiecki cieszył się z wypadku Roberta Kubicy. „Miał być jeszcze Kubica, ale na szczęście złamał rękę raz, drugi… (…) ku**a, pięć dych co roku płacić. Spi****laj” – mówił przyszły premier. Dzisiaj w trybie nagłym spotkał się z Robertem Kubicą i zaproponował mu państwowe wsparcie. 40 milionów złotych. Dlaczego? Żeby stworzyć wrażenie, że dba o sport. Ale polscy kibice słów o Kubicy mu nie zapomną. Bo wtedy mówił szczerze, w gronie swoich. Dzisiaj to działanie odbierane jest jednoznacznie, jako desperacka próba ratowania rządowej posady i ratowania PiS przed klęską wyborczą.

Reklamy

Politycy PiS po ujawnieniu pierwszych nagrań z Morawieckim mówili o starej, znanej sprawie, o odgrzewanych kotletach. Restauracja PiS podaje jednak bardzo drogie dania, skoro za odgrzewany kotlet mamy zapłacić 40 milionów złotych. Nikt nie żałuje tych pieniędzy genialnemu kierowcy, jakim jest Kubica, ale akurat te 40 milionów Morawiecki powinien zapłacić z własnej kieszeni.

Swoją drogą tłumaczenia polityków PiS zachowań Morawieckiego są naprawdę żałosne. Bankster, milioner, mówiący o tym, że ludzie mają zapie***alać za miskę ryżu, mówiący, że ludzie są głupi, jest nie do obrony. Jarosław Kaczyński musi dzisiaj pluć sobie w brodę, że postawił na Morawieckiego.