Kontrowersyjna posłanka PiS grozi nacjonalizacją mediów? Poszło o taśmy Morawieckiego

Krystyna Pawłowicz, kontrowersyjna posłanka PiS, zapowiedziała dzisiaj, że jej partia zabierze się za media. Przyczyną irytacji posłanki jest gigantyczna przegrana w wyborach samorządowych. Wielu członków PiS winą za fatalny rezultat obarcza Mateusza Morawieckiego oraz ujawnienie przez jeden z portali internetowych taśm. Słychać na nich jak premier mówi o tym, że ludzie są głupi, bo wierzą w reklamy, cieszy się z wypadku Roberta Kubicy, bo nie będzie musiał mu dać pieniędzy czy też opowiada o tym, że ludzie powinni pracować za miskę ryżu, bo wtedy rośnie gospodarka.

Chociaż sama posłanka Pawłowicz jest postacią kontrowersyjną i mało kto ją traktuje poważnie, to samo pojawienie się tematu nacjonalizacji mediów w przestrzeni publicznej oznacza, że w PiS sprawa traktowana jest całkiem serio. Pomimo, że strategia medialna, polegająca na atakowaniu opozycji przez TVPiS czy wpolityce.pl kompletnie się nie sprawdziła, pełna kontrola rynku medialnego, czyli coś w rodzaju cenzury, znanej z czasów komuny, marzy się każdemu dyktatorowi. Dzisiaj media są niezależne i niepokorne wobec władzy. To zresztą sól każdej demokracji. Zmiana ich w posłuszne narzędzia byłaby idealnym instrumentem polityki totalitarnego państwa.

Reklamy

PiS próbował już działać wobec mediów komercyjnych, stosując różne metody. Głośnym echem odbiła się akcja neutralizowania przekazu Polsatu czy pieniądze, przekazywane pieniędzy na reklamy do mediów do tej pory znane z niechęci do władzy. Dziennikarze muszą jednak zrozumieć, że zamach na wolność słowa oznacza – w długiej perspektywie – ich zawodowy i moralny koniec. Gdzieś w pogoni za pieniędzmi jest granica, której przekraczać nie wolno.

Dzisiaj każda Polka i każdy Polak, któremu na sercu leży dobro ojczyzny, powinien głośno i wyraźnie powiedzieć nie próbom nacjonalizacji mediów. W rzeczywistości oznacza to powrót cenzury i modelu z lat komuny a przy ulicy Mysiej znowu powstanie urząd cenzora, nie tylko mediów ale i twórców. Próby takiej cenzury już widzieliśmy, jak choćby w postaci zakazu wyświetlania filmu Kler w niektórych miastach.