Nikt nie może zobaczyć się z Markiem Falentą, który ujawnił, że za aferą podsłuchową, która obaliła demokratycznie wybrany rząd Donalda Tuska, może stać PiS. Falenta znajduje się aktualnie w areszcie w Warszawie.
Dziennikarze, którzy próbowali uzyskać zgodę na rozmowę z osadzonym, dostają wyłącznie odmowy. Dlaczego tak się dzieje? Prawdopodobnie układ władzy boi się wiedzy Falenty, co potwierdzałoby pośrednio jego oskarżenia o związki polityków z całą aferą. Dziwna cisza na temat afery jest też w propisowskich mediach, a jeszcze rok temu Marek Falenta był dla nich bohaterem.
Po tym jak Falenta ujawnił listę polityków PiS, którzy mogą być zamieszani w aferę, pisowskie media nie mówią o nim wcale albo źle. Jednym z prawdopodobnych scenariuszy jest przetrzymywanie Falenty w milczeniu aż do wyborów w październiku. W ten sposób PiS mógłby wyciszyć całą sprawę. List Falenty odbierany jest jako swojego rodzaju polisa na życie. Gdyby w więzieniu coś mu się stało, potwierdzono by w ten sposób oskarżenia jakie kierował wobec układu władzy.
