Niesprawna karetka, niezamocowane ciężkie przedmioty, brak możliwości prowadzenia akcji ratowniczej. Tak wygląda stan pojazdów w ratownictwie medycznym. Czy ktoś się tym przejmuje? Jak pokazuje poniższa historia, ani władze ani organy kontrolne nie! W końcu jest kampania wyborcza i kto by się przejmował jakimiś pacjentami… Sytuacja dotyczy Nowego Dworu Mazowieckiego.

„Przyszłam na dyżur, zastałam karetkę w stanie jak wyżej. Zadzwoniłam do przełożonej, że przecież nie da się pracować w takich warunkach. Usłyszałam, że inni jeżdżą i nie narzekają i mogę się poskarżyć do dyrektora, ale wtedy mnie zwolni. Nie odpuściłam i poprosiłam o podstawienie ambulansu spełniającego standardy. Ponieważ nie było takiej karetki kazała mi zakończyć dyżur i ściągnęła z domu innego ratownika. Natychmiast powiadomiłam o sytuacji dyspozytora opisując mu w jakim stanie jest karetka. Niestety usłyszałam, że zgłaszanie takich rzeczy nie należy do moich kompetencji i temat został olany. Pojechałam zgłosić to Policji, bo w mojej ocenie stan tego pojazdu zagrażał życiu i zdrowiu pasażerów. Policja rozłożyła ręce – nie interesuje ich czy wnętrze karetki jest sprawne, poza tym nikt nie będzie chciał zatrzymywać uprzywilejowanego pojazdu. Wysłałam pisma ze skargą wszędzie gdzie się dało. Odpisał PIP, NFZ i Urząd Wojewódzki. W konsekwencji zlecili dysponentowi (WSPRiTS Płock) przeprowadzenie „niezapowiedzianej kontroli”, po czym odpisali, że wszystko jest ok i nie widzą potrzeby dalszego drążenia tematu. Aktualnie przepycham się na maile z Urzędem Wojewódzkim, którego przedstawiciele zapytani o to, dlaczego nie wyciągneli żadnych konsekwencji, odpisali, że moje zdjęcia o niczym nie świadczą. Mam w ciągu 14 dni dostarczyć dokumenty potwierdzające, że taki ambulans w ogóle jeździł w systemie. Mimo tego, że podwykonawca na piśmie przyznał się, że to ich karetka (co prawda skłamał i napisał, że była tylko eksploatowana przez 4 godziny, bo tyle ja w niej spędziłam, gdy naprawdę jeździła kilka dni) i że blachy tego samochodu były zgłoszone do Dyspozytorni, a poza mną dyżurowało w niej 5 innych osób. Nie wiem już jak z nimi rozmawiac, jak macie jakieś pomysły co dalej z tym zrobić żeby nie zamietli tego pod dywan to chętnie posłucham”

No właśnie nasz pomysł na walkę z zamiataniem pod dywan jest taki żeby pokazywać, nagłaśniać i mówić jak jest. A jak jest – sami widzicie.

Dla niemedyków: karetka którą widzicie na filmie stwarza zagrożenie zarówno dla personelu jak i dla pacjenta. Nie trzeba być medykiem żeby zdawać sobie sprawę z zagrożenia jakie stwarzają ciężkie, niczym nie przymocowane przedmioty w rozpędzonym aucie. Z ciekawostek – warto też wspomnieć o tym że defibrylator widoczny na nagraniu to Lifepack15 – „zabawka” warta 80-150 tysięcy złotych, w zależności od wersji.

Dla medyków, w szczególności dla ratowników medycznych:

Wyjaśnijmy sobie jedno: wyrażając świadomą zgodę na łamanie prawa stajecie się współwinnymi przestępstwa. Nie ważne co i kto was motywuje – łamanie przepisów kodeksu pracy, BHP, ruchu drogowego to przestępstwo. Brak Waszego sprzeciwu to zgoda na współudział.
To samo dotyczy tych z Was którzy „zgadzają się” na dyżury jako kierownik zespołu nie mając wymaganego doświadczenia. Jest fajnie jak jest fajnie – jak się coś „zesra” to prokuratora nie będzie obchodził ani Twój ZUS, ani dzieci, ani poczucie obowiązku. Zgodziłeś się na łamanie prawa – jesteś współwinny.”

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o