Kompromitacja. List Morawieckiego do Netflixa to wyraz ogromnej słabości polskiego państwa

W zasadzie nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Oto jedna z amerykańskich firm produkuje serial telewizyjny, który może przekłamywać prawdę historyczną, dotyczącą II Wojny Światowej. W momencie gdy serial jest gotowy, nagle premier Morawiecki pisze do owej prywatnej firmy list, w którym informuje ją o tym, że scenariusz jest taki a nie inny.

Gdyby w Polsce nie było co najmniej kilkunastu instytucji, które odpowiadają za kulturę i wizerunek naszego kraju na świecie, można by się nawet cieszyć z aktywności premiera. Ale to nie on powinien pisać ten list i to nie on powinien działać.

Reklamy

Gdzie jest Polska Fundacja Narodowa? Co robią jej pracownicy i amerykańscy lobbyści. Czemu nie wiedzieli, że taki serial powstaje, czemu nie podjęli rozmów ze scenarzystami? Przecież dysponują milionami a fakt, że coś powstaje, był znany od co najmniej roku. Gdzie jest minister kultury, Piotr Gliński. To przecież on odpowiada za nadzór nad PFN ale też za szeroko rozumianą kulturę i wizerunek Polski na świecie w ten sposób również. I wreszcie, gdzie jest Andrzej Duda i jego rzekomo doskonałe stosunki z amerykańskim sojusznikiem. Przecież ma telefon do Trumpa, nawet jeśli ten mu każe stać przy biurku jak asystentowi. Prezydencie, to Twoja rola!

I tak na marginesie, premier ma powinien mieć dużo ważniejsze rzeczy na głowie, niż jakiś serial w telewizji. Chyba, że jest tylko premierem z nazwy a wszystkie decyzje podejmuje za niego Kaczyński. Wtedy rzeczywiście miałby dużo czasu na oglądanie telewizji i zajmowanie się sprawami typu Netflix. Ale nie za to mu płacimy.