„Trwa pandemia, rząd wzywa do pozostawania w domu. Influencerzy publikują swoje zdjęcia z hasztagiem #zostańwdomu. Tymczasem dzisiaj tysiące pracowników ruszyło do pracy. Nie mają wyjścia, są wystawieni na zakażenie. Od wczoraj dostaję setki wiadomości na ten temat.

Tak wygląda praca w dobie pandemii. Tak wygląda pandemia w świecie, w którym bardziej liczą się zyski od ludzi” – napisała w sieci społecznościowej Maja Staśko.

Reklamy

„Jestem listonoszką. To, co działo się w minionym tygodniu, było katastrofą. Żadnych zaleceń z góry, udawanie, że problemu nie ma. Dziennie odwiedzamy około 100 domów, często osoby starsze, które są szczególnie zagrożone. W środę dostaliśmy kilka par rękawiczek, jutro podobno będzie płyn antybakteryjny (przydział 100ml na tydzień). Ci, którzy mają małe dzieci, wezmą wolne, reszta chorobowe lub urlop, ci, którzy zostaną, będą musieli pracować również za tych, których nie będzie”.

„APTEKI – jesteśmy prywatną częścią ochrony zdrowia. Przychodnie prowadzą e-wizyty, wystawiają e-recepty i zwolnienia – a my codziennie mamy kontakt z osobami chorymi, leków zaczyna brakować w hurtowniach, nie jesteśmy w ogóle zabezpieczeni”.

„Pracuję w McDonald’s i to, co się u nad dzieje, to jest jakaś komedia, a raczej tragikomedia …Nasz lokal mieści się w galerii, a zgodnie z zaleceniami wszystkie galerie są zamknięte. Zostajemy więc poinformowani, że obowiązuje nas ,,przestój ” i zostajemy wezwani do pracy. Po zapytaniu, co będzie z nami i naszymi pieniędzmi, dostaliśmy odpowiedź, że to, czego nie uda nam się wypracować w marcu, będziemy ODRABIAĆ W MIESIĄCU KWIETNIU. Ciekawe, jak mają zrobić osoby na pełnym etacie, które i tak pracują z nadgodzinami…
Wszyscy myśleliśmy, że jeśli mamy umowę o pracę jesteśmy bezpieczni. A JEDNAK narażane jest zdrowie i życie WSZYSTKICH ludzi, z którymi mamy styczność”.

„U nas bibliotekarki i panie z obsługi mają przychodzić do pracy, mimo że dla czytelniczek i czytelników filie są zamknięte”.

„Pracuję w PKO BP jako kasjer-doradca. Odziały nie będą zamknięte, pracujemy normalnie. Do piątku nie dotarły do nas żele antybakteryjne. Mieliśmy resztki własnych. Nie ma żadnych szyb ochronnych, po prostu siedzimy przy jednej stronie biurka, klient po drugiej. Klientów od środy jest więcej niż zwykle, osoby chore, takie, które wrocily z zagranicy. Z tzw. regionu przyszedł mail o dopinaniu kwartalnego planu sprzedaży, czyli nie dość, że siedzimy na 1 linii frontu, mamy jeszcze proponować klientom kredyty itp. Nasza dyrektorka mówi nam, że panikujemy i przesadzamy. Jasne, ona siedzi sobie w swoim gabinecie. Oczywiście kierownictwo może pracować zdalnie, mieć home office itd. Jestem wkurzona, bo dzisiaj będę cały dzień w pracy i nie wiem czy ktoś w najmniejszym stopniu o mnie zadba…”

„PKO BP, mój dziadek pracuje w ochronie. Jest po operacji na serce i jest ich tak mało, że musi pracować”.

„Empik pracuje, ma inwentaryzacje i jeszcze nie dojechały środki antybakteryjne”.

„Pracuję w ogromnej firmie produkcyjnej. Kilka tysięcy ludzi, często całe rodziny ze wszystkich okolicznych wsi i dwóch miast. Pracownicy biurowi dostali pozwolenie na home office, ale produkcja pracuje normalnie po 8h lub po 12 – nawet w takim okresie nadgodziny są proponowane. Spędzamy przerwy na wspólnych stołówkach, siedząc ramię w ramię. W toaletach brak ręczników papierowych, tylko dmuchawy, nigdzie nie ma żeli antybakteryjnych. W zeszłym tygodniu Panie sprzątaczki dostały chusteczki antybakteryjne – jedna paczka na dwie Panie! Miały być mierzone temperatury na bramkach wejściowych, skończyło się na gadaniu. Autobusy pracownicze zatłoczone. Kilka osób z gorączką w zeszłym tygodniu po kryjomu zostało odesłane do domu. Dziennie przez firmę przewija się przynajmniej setka kierowców, z różnych stron Polski, często podróżują też za granicę i znowu do nas wracają, korzystają z tych samych toalet co my”.

„Dzisiaj w DPD kurierzy dostali po jednej parze rękawiczek i jednej maseczce – z przykazaniem, żeby je oszczędzali. W DPD nie potrafią nawet zablokować płatności za pobraniem”.

„Operator komórkowy Play – pracownicy wszystkich galerii musza przyjść do pracy. Informacja poufna, która szła jednie podczas rozmów telefonicznych, tak aby nie pozostał ślad – bo ważna jest realizacja planów sprzedażowych.
Po południu na swojej stronie podali, ze pracownicy posiadają środki dezynfekujące (jest Octanisept sic!) i że wszystkie punkty będą czynne”.

„Rozporządzenie mówi, że zamykają wszystko OPRÓCZ sklepów spożywczych i aptek. Ale jak mamy się chronić przed setkami klientów dziennie?”.

„Mój mąż pracuje na budowie. W Sopocie, stawiają budynki mieszkalne po srylion za metr. Pracuje ich tam wszystkich razem wziętych 100, może czasem więcej. Nikt im nie wydał żadnych zaleceń, nie mają żadnych środków ochronnych, maseczek, środki odkażające widzieli chyba tylko w domach, a o zamknięciu budowy /wolnym nie ma mowy, chyba że wprowadzą zakaz przemieszczania się. Argumenty „firmy” (ogromnej poważnej firmy na rynku) są takie, że panowie pracują na powietrzu, nie w gromadach po 50 osób. A to, że większość z nich dociera do pracy transportem publicznym, że razem w jednej szatni jedzą, piją, ubierają się – nie ma znaczenia. To nie jest szpital i lekarze, żeby musieli pracować w tym czasie. Ale hajs musi się zgadzać”.

„Infolinia to dramat. W firmie, w której potwierdzono, że jeden z pracowników jest chory, nadal działa infolinia – gigantyczny open space i prawie 200 ludzi! Nie ograniczono godzin ani operacji, a pracownicy na telekonferencji zostali poinformowani, że najważniejsza jest… ciągłość obsługi i sprzedaż! Kierownictwo siedzi w domu, kilkadziesiąt osób objęto kwarantanną, ale nikt nie wie kogo, bo jakby się rozniosło, kto miał kontakt z zarażonym, to by była panika. Home Office dla każdego poza infolinią, bo przecież ci pracować zdalnie nie mogą. Tylko co chwila telefon z góry z pytaniem „no, jak się czujecie?””.

„Decathlon: sklepy zamknięte, natomiast wszyscy pracownicy mają przychodzić do pracy, bez wytycznych po co, bez procedur zapewniających bezpieczeństwo. Oczywiście zachowując zmiany jak w grafiku. Mało tego, dyrekcja i zespoły e-commerce siedzą na home office… Już jakiś czas temu zostały wstrzymane wszystkie rekrutacje, ale ponoć nie przedłużali nikomu kończących się w tym okresie umów, żeby tylko nie musieć płacić ludziom za siedzenie w domu, kiedy sklepy będą zamknięte”.

„LPP w Gdańsku. Kilkaset osób musi wchodzić do budynku i pracować bez żadnych zmian. Zmiana dotyczy tylko tego, że wszyscy rano przed budynkiem stoją metr (!) od siebie, setki ludzi. Po kolei wchodzą do budynku na pomiar temperatury. Żadnej reorganizacji, home office itd.”.

„Pracuję w małej sieciówce z kosmetykami… Od firmy żadnej informacji, jak postępować w pracy w zaistniałej sytuacji, brak środków do dezynfekcji itd. Same z siebie w pracy wprowadziłyśmy system, że do sklepu mogą wejść maksymalnie dwie osoby, nie ma testerów, przynoszę z domu rękawice, (które niestety już się kończą) i spirytus do dezynfekcji, ale tego jest za mało… Po wielu próbach skontaktowania się z biurem dostałyśmy informację, że tak, tak, wszystkie rzeczy są przygotowane i będą dzisiaj rozsyłane do sklepów. Pytanie kiedy? Dodam, że w mieście, w którym jest biuro, też mają sklepy i dziewczyny nadal są bez potrzebnych środków. To, co działo się przez ten tydzień – masakra, ludzi full. Jestem w grupie podwyższonego ryzyka, jeżeli chodzi o zakażenie… A głównym problemem firmy jest teraz jak załatwić żele antybakteryjne na sprzedaż, żeby jak najwięcej zarobić w tym czasie, a nie zdrowie pracowników”.

„Moja mama pracuje w zakładzie odzieżowym, w którym szyje się ubrania dla m.in. Hugo Bossa. Większość tych ubrań szytych jest w Chinach, ale tamtejsze zakłady zostały czasowo zamknięte, więc tutaj pracy jest kilka razy więcej niż zazwyczaj. Właścicielka zakładu oczywiście zarobi dużo więcej pieniędzy, ale pracownice oprócz stałych smutnie niskich miesięcznych pensji żadnej premii/dodatku nie dostaną”.

„Chciałbym opowiedzieć, co wyprawia W. Kruk. Salony przyuliczne (nie znajdujące się w galeriach) mają pracować normalnie. Dodatkowo firma kombinuje, jak zrobić, żeby wszystkie salony w galeriach pozostały otwarte. Podobno ustawa dotycząca punktów, które powinny pozostać zamknięte, nie wymienia branży jubilerskiej. W przypadku, w którym cała galeria jest zamknięta, pracownicy i tak mają przychodzić. Realizować wysyłki na sklep internetowy (kontakt z kurierami), układać towar według vm, czyścić witryny, realizować zmiany cen. Nikogo nie interesuje, w jaki sposób dojedziemy do pracy, z iloma osobami będziemy miały kontakt. Prezes firmy pokusił się jedynie o zmianę godzin pracy na 9-17 oraz wystosował maila, w którym sugeruje, że możemy wziąć urlop lub skorzystać z opieki na dziecko. Tylko część centrali będzie pracować zdalnie”.

„Mój szef ma specyficzne podejście do tematu koronawirusa. Jestem jedyną osobą w biurze, która ma kontakt ze wszystkimi z pozostałych działów (180 osób z zakładu) oraz z listonoszem i osobami odwiedzającymi zakład, mam synów w domu na kwarantannie szkolnej i opiekuje się w tym czasie moimi rodzicami (65plus) oraz teściami (70 plus). A mój szef tak zaplanował moją pracę zdalną: dwa dni mam być w biurze po pięć godzin, jeden dzień mam wziąć urlop a pozostałe praca zdalna z domu. Nie rozumiem: przez 5 godzin mam mniejszą szanse kogoś zarazić/ zostać zarażona niż przez 8?”.

„Pracuję w firmie produkcyjnej, o żadnym urlopie nie ma mowy. Osoby, które mogą mieć iść na opiekuńcze, są naciskane z góry, aby tego nie robiły. W firmie pracuje ok. 1000 osób. Jedyne, co zrobili, to postawili płyn do dezynfekcji. Kierownik po zwróceniu uwagi o zachowaniu metra odległości zaśmiał się i powiedział, że przepisy są po to, żeby je łamać. Mieszkam z dwójką seniorów i jestem przerażona”.

„Pracuję w hotelu w recepcji. Gości nie ma prawie w ogóle. Wszystkie działy pozamykane. Jedna pani pokojowa, jeden kucharz i recepcja. Reszta siedzi w domu. Ale planów na zamknięcie obiektu nie ma”.

„Szef z zagranicy uważa, że to nie pandemia czy epidemia, a jedynie mistyfikacja. I że my Polacy jesteśmy dziwni, że się tak przejmujemy. Musieliśmy zebrać wszystkich managerów i niemal przypierać go do muru, żeby łaskawie zgodził się na home office, ale jedynie dla około 50% osób na dział. Tu też warto dodać, że część działów w ogóle nie ma takiej możliwości”.

„Pracuję w piekarni/cukierni. Rozumiem, że mój punkt nie powinien być zamknięty, bo utrata dostępu do świeżego pieczywa może skończyć się paniką, ale szef, żeby zwiększyć obroty, podniósł właśnie cenę chleba i każe robić degustacje”.

Poprzedni artykułGłos rozsądku: Kosiniak-Kamysz apeluje o przełożenie wyborów. Panie prezydencie, proszę się nie bać!
Następny artykułmBank zawstydził Morawieckiego. Wprowadził opcję odroczenia kredytu w kilkanaście godzin.