Nie milkną dyskusję nad pisowskim programem transportu rzecznego. Zostawmy jednak rozważania o tym, która to z polskich rzek, w których jest tak mało wody, nadaje się do jakiegokolwiek transportu. Nie pytajmy o sens ekonomiczny ani ogromne opóźnienia, jakie wygeneruje taki transport w łańcuchu dostaw. Nie musimy nawet rozważać kwestii tego, co będzie się wozić rzekami. Wygląda bowiem na to, że ten program, w który PiS chce władować 120 miliardów, zabije całkowicie polskie koleje.

Pierwszy o sprawie zaczęli mówić kolejarze, którzy zajmują się przewozami towarowymi. – Skoro obecnie tak mało wozi się na szynach, a jeszcze ma powstać państwowy transport rzeczny, to co będziemy wozić, gdy już zostanie uruchomiony – pytają trzeźwo związkowcy z PKP Cargo. I wskazują, że już dzisiaj firma przeżywa potężne kłopoty.

Reklamy

Jeśli rząd zamierza władować gigantyczne pieniądze w transport po rzekach, to transport kolejowy kompletnie straci rację bytu. A to oznacza gigantyczne zwolnienia – pracę może stracić nawet sto tysięcy kolejarzy. Sprawa ta do niedawna była ukrywana przed pracownikami kolei, ale za sprawą związkowców z Solidarności wypłynęła w czasie ostatnich dyskusji związkowych i jest o tym coraz głośniej.

Powstało też inne pytanie – skoro 120 miliardów ma iść w rzeki, to czemu takich samych kwot nie inwestuje się w kolej – pytają związkowcy. I sami sobie odpowiadają – widocznie komuś zależy na tym, aby zlikwidować jak najwięcej miejsc pracy.

Minister Adamczyk będzie miał niedługo bardzo gorąco – informacja o zwolnieniach na kolei krąży po pracownikach i coraz więcej osób rozważa przystąpienie do wielkiego strajku. Zwłaszcza, że spółki grupy PKP szorują w wielu aspektach po dnie…

 

 

 

Poprzedni artykułRedaktor Zero w akcji. Prokuratura Ziobry stoi za publikacjami „Super Expressu”o Łukaszu G.
Następny artykułPolskie przedsiębiorstwa czeka kryzys. Większe bezrobocie nadchodzi