Wizyta Andrzeja Dudy na wsi przypomina najgorsze ustawki robione za Gomułki czy Gierka. Lub obrazki z Korei Północnej. Prezydent ubrany w wyjściową koszulę i ciemne spodnie, ale obowiązkowo bez krawata czy marynarki, dobrani odpowiednio aktorzy, czyli małżeństwo z dzieckiem. Straszne to i śmieszne, ale też bardzo sztuczne
Co przeciętnemu Polakowi daje wizyta Dudy u kogoś w gospodarstwie? Ani go rolnictwo nie interesuje, ani na wsi nie mieszkał. Nie wie co to znaczy praca na roli, co to znaczy klęska żywiołowa. Nie pomógł mieszkańcom wsi w Borach Tucholskich po nawałnicy, nie przyjeżdżał na wieś przez pięć lat. Teraz nagle mu się zachciało gospodarskiej wizyty?
Po co tam panie prezydencie pan pojechał? Zrobić sobie ładne zdjęcia? Zostawi pan tych ludzi ze swoimi problemami? A co z miliardami PROW, które nie zostały wydane? Co ze stadniną koni w Janowie Podlaskim? Zrobił pan coś?
Nie, pan jak Kim z Korei – przyjechać, powstawiać komunałki i do luksusów w pałacu. Albo na plażę do Juraty, bo ciepło.
To nie może być na poważnie. Pan masz konia trojańskiego w swoim sztabie.

