Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie ukrywają, że się po prostu boją. Że przybierające na sile protesty społeczne spowodują, że stracą władzę.

Dlatego też już nawet nie próbują ukrywać, że będą jej bronić siłą.

Reklamy

– Z jednej strony jest prawem demokracji protest jako sposób wyrażania swoich poglądów, a z drugiej strony są dwa elementy, które niepokoją, że te protesty odbywają się w czasie pandemii i że politycy opozycji wspierają je, tym samym je uwiarygadniają. Uczestniczy, głównie młodzież, ulega tym namowom, narażając zdrowie swoich bliskich. (…) Niepokojąca jest także agresja. Nie mieliśmy do czynienia do tej pory z takimi wybrykami – mówił dzisiaj Ryszard Terlecki z PiS.

No cóż, w naszym PRL +, jaki stworzył PiS, władza co raz częściej odwołuje się do języka z czasów komunistycznych. Wtedy partyjni kacykowie także gremialnie potępiali „wybryki”.

Poprzedni artykułTomasz Grodzki: Polki nie zasługują na los, który im zgotował Trybunał Konstytucyjny
Następny artykułPosłowie Koalicji Obywatelskiej stawiają sprawę jasno: Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie istnieje