Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie ukrywają, że się po prostu boją. Że przybierające na sile protesty społeczne spowodują, że stracą władzę.
Dlatego też już nawet nie próbują ukrywać, że będą jej bronić siłą.
– Z jednej strony jest prawem demokracji protest jako sposób wyrażania swoich poglądów, a z drugiej strony są dwa elementy, które niepokoją, że te protesty odbywają się w czasie pandemii i że politycy opozycji wspierają je, tym samym je uwiarygadniają. Uczestniczy, głównie młodzież, ulega tym namowom, narażając zdrowie swoich bliskich. (…) Niepokojąca jest także agresja. Nie mieliśmy do czynienia do tej pory z takimi wybrykami – mówił dzisiaj Ryszard Terlecki z PiS.
No cóż, w naszym PRL +, jaki stworzył PiS, władza co raz częściej odwołuje się do języka z czasów komunistycznych. Wtedy partyjni kacykowie także gremialnie potępiali „wybryki”.










