Przez pół nocy oglądałam i czytałam relacje z protestów w całej Polsce. Widziałam setki zdjęć, kilkadziesiąt nagrań. Widziałam przerwane msze, wulgarne napisy na murach kościołów, wieszaki na kościelnych bramach, czerwoną farbę na drzwiach świątyni. Widziałam kordony policji z tarczami, ochraniające kościelne budynki przed tłumami ludzi. Widziałam oddział uzbrojonej policji konnej, odgradzający wejście do katedry od przechodzącego, kilkutysięcznego marszu – pisze Agnieszka Kuligowska-Jaworek.

Widziałam setki ludzi skandujących „Jebać kler” pod budynkiem kurii. Widziałam rozwścieczone młode kobiety z małego miasteczka, krzyczące do swojego proboszcza „Wypierdalaj”. Widziałam gęsty tłum młodzieży, czuwającej pod papieskim oknem na Franciszkańskiej, zupełnie jak podczas pamiętnych pielgrzymek, tylko zamiast „Zostań z nami” słychać było gniewne „Wypierdalać”.
Dla mnie, osoby prawie pięćdziesięcioletniej, były to widoki szokujące. Gdyby ktoś mi to opowiedział dziesięć lat temu, nie uwierzyłabym mu. Dziś, gdy to się dzieje, mam przed oczami twarz Joanny Szczepkowskiej z głównego sobotniego wydania Dziennika Telewizyjnego 28 października 1989 i słyszę kwestię wypowiedzianą jej głosem: „Proszę Państwa, 25 października 2020 roku skończyły się w Polsce autorytet i nietykalność Kościoła”.
Co o tym myślę jako osoba wierząca, jako katoliczka?
Cieszę się. Świętuję i dziękuję Bogu. Widziałam, jak ryba psuje się od głowy. Widziałam, jak zblatowanie z władzą i przekonanie o własnej bezkarności uderza do głów ludziom, na których spoczywa odpowiedzialność za ewangelizację, za wiernych, za duszpasterstwo. Widziałam arogancję, szerzenie nienawiści, szczucie na ludzi, widziałam ludzką krzywdę i unikanie odpowiedzialności za nią. Widziałam bezkarność i stanie ponad prawem. Widziałam coraz większą pazerność. Widziałam hipokryzję. Widziałam bezczelne kłamstwa w żywe oczy. Widziałam porażającą ignorancję, głupotę i jednoczesne przekonanie o własnej nieomylności. Widziałam złą wolę. Widziałam pychę. Widziałam okrucieństwo. Widziałam tępą bezmyślność. Widziałam wyrafinowane zło. Widziałam siedem grzechów głównych.
Widziałam, jak ludzie, którzy powołują się na Boga i uważają za jego przedstawicieli, udowadniają swoimi czynami, że w niego nie wierzą.
Słyszałam tłumaczenia, że przecież są dobrzy księża, że przecież nie każdy… Nie przekonują mnie one. Jeśli jakaś organizacja wypracowała sobie systemowe procedury, które służą kryciu przestępców i umożliwianiu im dalszego popełniania przestępstw, to jest to organizacja przestępcza. Nie jest istotne, jaki procent jej członków rzeczywiście przestępstw dokonuje. Istotne jest, że każdy z nich może czuć się bezkarny, mając za plecami potężne instytucjonalne wsparcie.
Jestem członkiem tej wspólnoty. Nie ma mojej zgody na jej niszczenie przez tych, na których spoczywa największa odpowiedzialność. Dlatego cieszę się. Cieszę się, że panowie biskupi, ale też szeregowi księża, zaczynają zbierać żniwo swoich poczynań.
Chrześcijaństwo jest religią miłości i miłosierdzia. Niesie wiele wartości, które są dla mnie ważne. Które powinny przetrwać. I wierzę, że przetrwają. Ale ten zepsuty, gnijący gmach, którego dach już się wali, musi upaść. Nie ma innej drogi. Trzeba posprzątać ten gnój.
Dopóki ten chlew się nie zawali, nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Kiedy będzie można zacząć sprzątać, wrócę.
I nie wyobrażam sobie człowieka, który jest uczciwy wobec siebie i Boga, który mógłby podpierać własnymi plecami trwanie tego chlewu, wspierając go jakąkolwiek swoją obecnością, udziałem w mszach, obrzędach, rzucaniem datków na tacę. Byłoby to głęboko niemoralne.
Agnieszka Kuligowska-Jaworek
źródło: FB
https://www.facebook.com/MaslakRobert/posts/818660735599465
Poprzedni artykułPiS prowokuje posłów opozycji. W obronie Kaczyńskiego interweniowała Straż Marszałkowska
Następny artykułTo szaleniec!? Kaczynski mówi, że na demonstracjach zginą ludzie!