Obejrzałem przed chwilą wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. Ostatni raz widziałem coś takiego jako 16-letni chłopak, a było to tego ranka, kiedy Kaczyński spał. To właśnie wtedy, 13 grudnia 1981 roku, Wojciech Jaruzelski wprowadzał stan wojenny. Ale nawet on wówczas – choć wydawało mi się tego pamiętnego ranka, że nie ma gorszego człowieka na całej kuli ziemskiej – nie nawoływał do wewnątrznarodowych linczów. – napisał Andrzej Saramonowicz.

Jesteśmy świadkami rzeczy nieznanej w Europie od lat. Oto wicepremier rządu, odpowiedzialny za tzw. resorty siłowe, czyli wojsko i policję, nie wspomina nawet o podległych sobie służbach, za to namawia członków podległej sobie partii oraz jej sympatyków, by rozprawili się z pozostałymi członkami wspólnoty narodowej, których w swoim subiektywnym odczuciu uznają na wrogów.
Tak wyglądała retoryka nazistowskich parteitagów w III Rzeszy, a w czasach nam bliższych Slobodana Miloševicia, twórcy koncepcji „Wielkiej Serbii”, odpowiedzialnego za czystki na Bałkanach i uznanego za zbrodniarza wojennego. W najgorszych przeczuciach nie sądziłem, że tego doczekamy. Ten człowiek jest obłąkany – mocno podsumowuje Saramonowicz.
źródło: Facebook
Poprzedni artykułCzarnek atakuje nauczycieli: Są nieodpowiedzialni!
Następny artykułTego się można było spodziewać: Andrzej Duda ostro atakuje protestujących Polaków