Sceny jak z Białorusi

Reklamy

Internet obiegły zdjęcia postrzelonego w twarz fotoreportera. Policja przeprasza i mówi o nieszczęśliwym przypadku. Trudniej jednak wyjaśnić, dlaczego na stacji Stadion Narodowy doszło do pałowania dziennikarzy.

Gdy po pierwszym „szturmie” policja zajęła peron, za jednym z kordonów, które wchodziły na górę, podążyła grupka dziennikarzy. Udało im się wejść na peron. Po chwili jednak policja zwróciła się w ich stronę.

„Usłyszałem okrzyki w stylu dziennikarze won, dziennikarze wypierdalać. Policjanci odwrócili się na chwilę od kiboli, zwrócili w naszą stronę i zepchnęli nas tarczami na schody. Na schodach złapali nas w coś w rodzaju kordonu. Poczułem od razu strzał gazu pieprzowego, w tej samej sekundzie zaczęliśmy dostawać po nogach razy policyjnymi pałami” – opowiada Przemysław Stefaniak, jeden z poszkodowanych fotoreporterów.

„Razem ze mną w tej pałowanej grupie było co najmniej sześciu fotoreporterów. Mieli ze sobą duże, reporterskie aparaty, długie obiektywy. Ja miałem na sobie opaskę PRESS, w pewnym momencie wyciągnąłem nawet legitymację z kieszeni. Krzyczeliśmy głośno, że jesteśmy z prasy, jesteśmy fotografami. Nie ma takiej możliwości, żeby tego nie usłyszeli.

Ta cała sytuacja trwała pewnie kilka minut, chociaż w mojej głowie to była godzina. Po zejściu przez ten szpaler okładającej nas policji, stanęliśmy w połowie schodów przed kordonem. Znowu krzyczeliśmy, że jesteśmy z prasy. Dostałem kolejne dwa strzały pałką, po chwili jeden z policjantów mnie wciągnął za kordon. Wtedy odbiegłem stamtąd i z bólu i zmęczenia położyłem się na ziemi”.

Źródło: oko.press

Poprzedni artykułKolejny dzień pandemii. Dziś zakażonych 24 051 osób
Następny artykułKolejne przekręty rządu PiS. Szpital Narodowy wybudowany bezprawnie?