Służba medyczna na skraju wydolności

Reklamy

– Można było stworzyć działający system, ale w naszym kraju takie ruchy zaczęto wykonywać w ostatniej chwili, kiedy już druga fala epidemii się rozwinęła. Bo u nas wszystko działało do tej pory na zasadzie „jakoś to będzie”. Ale tak dalej już się nie da. Jest za późno. Był czas, żeby stworzyć odpowiednie procedury, ale został zmarnowany – mówi pan Tomasz, ratownik medyczny z Warszawy. Mężczyzna opowiada, w jak ekstremalnych warunkach pracują teraz załogi karetek pogotowia.

Pan Tomasz potwierdza, że w Warszawie karetki z pacjentami czekają nieraz nawet po 12-13 godzin, by przekazać chorego lekarzowi. I bywa, że interweniuje policja. – Często szpitale się przez nami „chowają”, nie przyznając się, ile tak naprawdę mają wolnych łóżek, trzymając je na czarną chwilę. Tylko, że już jest ta czarna chwila – podkreśla.

Ratownik opowiada, że wezwań jest obecnie tak dużo, że często nie ma wolnych karetek, które można wysłać do nagłego przypadku. Ostatnio wezwano do Warszawy ambulans z Piaseczna. – Idę do pracy z duszą na ramieniu. Nie wiem, czy spędzę w karetce całą dobę, czy nie zasłabnę ze zmęczenia. Nawet dla młodego człowieka doba pracy non stop, bez snu, bez przerwy na normalny posiłek, to ekstremalna sytuacja – podkreśla.

Źródło: onet.pl

Poprzedni artykułZiobrze nie udało się przykryć afery taśmowej. Czy powstanie Komisja Śledcza?
Następny artykułSenator Michał Kamiński o Morawieckim: Kukiełka