Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” podaje, że w PiS zaczęły się gorączkowe poszukiwania nowego zajęcia dla Mateusza Morawieckiego.

Kaczyński ma go przymierzać do funkcji szefa Narodowego Banku Polskiego. Taka zamiana jest o tyle łatwa, gdyż w marcu przyszłego roku dobiega końca 6-letnia kadencja Adama Glapińskiego. I mimo że „Glapa” należy do grona najstarszych współpracowników Kaczyńskiego, jeszcze z czasów PC, to nie może liczyć na drugą kadencję. Przede wszystkim dlatego, że do opinii publicznej przedostały się informacje o skandalu, jakim są niebotyczne zarobki jego współpracownic.

Reklamy

Stad bierze się pomysł z Morawieckim. Rząd ma coraz gorsze notowania, więc konieczność zmiany jego szefa jest coraz szerzej rozważana na Nowogrodzkiej.

– Z dwóch źródeł informacji usłyszeliśmy, że gdyby prezes szykował się do zwolnienia Morawieckiego z powodu coraz gorszych notowań rządu, to wtedy może zapewnić premierowi miękkie lądowanie w fotelu prezesa NBP – pisze „Wyborcza”.

A nam się przypomniał inny premier PiS, Kazimierz Marcinkiewicz. Też był swego czasu popularny, także popadł w niełaskę Prezesa i wreszcie publicznie zastanawiano się, gdzie może pójść do pracy. Jego historia może być przestrogą dla Morawieckiego.

Poprzedni artykułCo on wyprawia? Kaczyński przyłapany na dziwnym zachowaniu w Sejmie!
Następny artykułPolska najgorsza pod względem śmierci w Europie. Umieramy masowo przedwcześnie!