Można powiedzieć, że Jadwiga Emilewicz jest w czepku urodzona. Wśród rządzących Polską aparatczyków z  PiS włos z głowy spaść jej nie może.

Obronną ręką wyszła ze skandalu, jakim był wyjazd na narty z rodziną w czasie obostrzeń wymuszonych epidemią. Wszyscy Polacy musieli siedzieć w domu, a pani minister sobie szusowała po stokach. Później się mętnie z tego tłumaczyła, groziło jej zawieszenie w prawach członka klubu parlamentarnego PiS, sprawa jednak rozeszła się po kościach.

Reklamy

Podobnie jest teraz. Dziennikarze „Faktu” przyłapali byłą wicepremier, jak lekceważąc przepisy drogowe, przechodzi przez jezdnię na czerwonym świetle.

– Oczywiście zapłacę mandat – powiedziała Emilewicz dziennikarzom.

Materiał został opublikowany, minister przyznała się do winy, tylko że policja… nic z tym nie zrobiła.  Redakcja nie wysłała jej bowiem oryginałów zdjęć. Więc funkcjonariusze beztrosko stwierdzili, że nie zebrali dostatecznie dużo materiałów, by wysłać do sądu wniosek o ukaranie.

Sprawa błaha, ale doskonale potwierdzająca tezę, że jeśli ktoś jest z PiS, to stoi ponad prawem.

Poprzedni artykułSzefowa smoleńskiej sekty „wie” kto podłożył ładunki wybuchowe w prezydenckim Tu154. To rosyjski oligarcha
Następny artykułPiS obiecuje 30 tys. wolnych od podatku. Ale nie za darmo