Błażej Papiernik, radny Rady Miejskiej w Koszalinie, będąc świadkiem wydarzeń w koszalińskim klubie SIZAR został wezwany na policję w celu złożenia zeznań. Pod koniec wizyty zarekwirowano mu … telefon komórkowy. Absurdalną decyzję wydała prokurator Agnieszka Plaga z Koszalina. To element walki politycznej z opozycją ? – pytają internauci.

„Jedyną moją winą jest to, że jako radny rady miejskiej – z własnej, nieprzymuszonej woli – brałem udział w interwencji policji i sanepidu z 22 na 23 stycznia w koszalińskim klubie SIZAR. Brałem udział w wydarzeniu na prośbę właściciela, przedsiębiorcy, który obawiał się, że sanepid niekoniecznie będzie zachowywać się zgodnie z prawem. Mam już doświadczenie w takich rozmowach z Policją i sanepidem – byłem wzywany do nich na wyjaśnienia m.in. za współorganizowanie manifestacji w czasie pandemii. Powiedziałem, że nie ma problemu, mogę być świadkiem przebiegu tejże kontroli. Przyszedłem do klubu około 21:00, byłem obecny podczas interwencji policji i sanepidu przy całym procesie i przy sporządzaniu protokołu, po jej zakończeniu – ok 2 godzinach – wyszedłem do domu.

Reklamy

Po jakimś czasie zostałem wezwany na przesłuchanie na Policję. „Standardowa procedura” pomyślałem. Wezwano mnie na świadka, ponieważ organizatorom planuje się postawić zarzut z art. 165 kodeksu karnego. Poszedłem na pierwsze przesłuchanie, to na miejscu dowiedziałem się, że jest przesunięte, ponieważ oficer prowadząca… złamała rękę. Nikt mnie nie poinformował o tym, że przesłuchanie się nie odbędzie, więc pól dnia stracone. No nic, powiedziałem że poczekam na kolejne wezwanie na przesłuchanie.

To przyszło niedawno i było ustalone na dziś. Poszedłem, powiedziałem co miało miejsce tego dnia w klubie, jaka była moja rola – że na prośbę właściciela byłem świadkiem, czy proces kontroli sanepidu i policji przebiega w sposób właściwy, nie byłem organizatorem. Przesłuchanie trwało 1,5h, było w miłej atmosferze. Do ostatniego etapu.

„Mam dla Pana niezbyt miłą informację. Na wniosek prokuratora muszę panu skonfiskować telefon” – i dostaję pismo (fota pod postem). W takich sytuacjach naraz macie milion różnych myśli. Mój telefon służy mi jako narzędzie pracy, jak również do pełnienia mandatu radnego rady. Telefon musiałem wydać, cytując, „albo po dobroci, albo inaczej” Nie muszę mówić, że mam też tam mnóstwo danych prywatnych, a danych dotyczących sprawy… żadnych. Dlaczego? Bo nie byłem organizatorem – po prostu przyszedłem na wydarzenie, zobaczyłem, obserwowałem kontrolę i wyszedłem.

Piszę ten komentarz ku przestrodze wszystkich. To, że służbom ufać nie wolno, wiemy wszyscy od dawna. Policjant podczas rozmowy (jeszcze nie mówiąc, że skonfiskuje telefon) w umiejętny sposób zapytał mnie, czy telefon ze sobą mam – po prostu poprosił, czy mogę podać datę kontaktowania się z jedną z osób przed wydarzeniem. I już wiedział, że telefon mam.

Nie bierzcie ze sobą na przesłuchania telefonów, to po pierwsze. Po drugie, czasy mamy takie, że nie dość, że będą walić w przedsiębiorców, to we wszystkich, którzy patrzą na ręce sanepidowi, policji i prokuraturze – czy wykonują swoje obowiązki sumiennie. Nie możemy dać się zastraszyć, bo w taki sposób łatwo można podporządkować społeczeństwo.

Jutro składam do sądu zażalenie na postanowienie prokurator rejonowej, prawdopodobnie też złożę zawiadomienie do służb o przekroczenie uprawnień funkcjonariusza publicznego i utrudnianie mi wykonywania mandatu radnego gminy. Bo uważam, że jeśli nie będzie reakcji, poczują się już całkowicie bezkarni” – napisał radny.

Radny złożył już zażalenie do sądu i czeka na wynik.

„Zastanawiam się też, czy złożyć zawiadomienie z art. 231 kk, czyli nadużycie władzy przez funkcjonariusza publicznego. Jedyną moją „winą” jest to, że jako radny Rady Miejskiej patrzyłem na ręce sanepidowi i policji podczas interwencji w Sizarze” – powiedział w wywiadzie dla lokalnych mediów.

źródło: Wykop.pl

Jan Piński - komentarze