Co się stanie, gdy zwykły człowiek ma przeciwko sobie całą machinę państwa, które jest opresyjne a władza nienawidzi ludzi? To pokazuje właśnie przypadek Beaty Szydło, której limuzyna rozbiła Fiata Seicento. Jego kierowca oraz świadkowie są do dzisiaj, po tylu latach! ciągani po sądach. Po co?

Okazuje się, że krakowski sąd okręgowy musiał ponownie przesłuchać trzech z kilkunastu świadków w sprawie wypadku kolumny rządowej. Przesłuchania odbyły się z udziałem biegłego psychologa, o co wnioskowała wcześniej prokuratura. Skąd ten wniosek?

Reklamy

Prokuratura pełni  tym postępowaniu rolę obrońców Beaty Szydło i jej kierowcy, który najprawdopodobniej spodobał wypadek, bo jechał za szybko i bez wymaganych sygnałów świetlnych i dźwiękowych.

I tak oto, za nasze pieniądze, władza się broni przed odpowiedzialnością. A jak powinno być w państwie prawa? Szydło powinna przeprosić poszkodowanego, na drugi dzień powinien mieć pieniądze za zniszczony samochód i straty moralne. Szydło powinna ukarać i kierowcę i wszystkich, którzy dopuścili jazdy z nadmierną prędkością  i bez sygnałów. Gdyby miała odwagę, to powinna też podać się do dymisji, bo w końcu była na miejscu i dopuściła do tego, by łamano prawo.

 

Poprzedni artykułMichał Szczerba oskarża PiS: systemowa korupcja w walce z COVID-19
Następny artykułGmyz zgłupiał do reszty. Oskarża mecenasa Giertycha, że starał się pomóc klientowi uniknąć odpowiedzialności karnej