Trotyl i zamach? Oficer BOR obnaża kłamstwa PiS o Smoleńsku

0
Reklamy

Trotyl na wraku rozumu.

Tygodnik braci Karnowskich kolejny raz przekonuje, że w Smoleńsku doszło do zamachu, a na wraku tupolewa znaleziono trotyl. To właśnie bracia Karnowscy rozpętali burzę wokół trotylu, powołując się na słowa pirotechnika z Biura Ochrony Rządu.

Reklamy

Jednak oficer BOR, na którego się powoływał wspierający PiS szmatławiec zaprzecza brednią o zamachu i trotylu. W wywiadzie dla magazynu „Służby Specjalne” major Robert Terela obnażył kłamstwa braci Karnowskich.

Oficer wprost wskazał jak manipulowano, a wręcz oszukiwano czytelników.

„Dziennikarka wPolityce zadzwoniła do mnie, wypytywała o różne rzeczy, gdy byłem w biegu. Następnie opublikowała nieautoryzowany „wywiad”, w którym na dodatek zmieniła treść moich wypowiedzi. Mogę tylko dodać, że dziennikarze nieposiadający fachowej wiedzy często zmieniają kontekst precyzyjnej wypowiedzi, tak jak im pasuje” – tłumaczy oficer.

Major Terela został poproszony przez rodziny ofiar o pomoc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy.

„W 2010 roku zgłosili się do mnie dziennikarze „Gazety Polskiej” Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski. Za ich pośrednictwem poznałem również Anitę Gargas. Już podczas pierwszych spotkań okazali mi części wraku prezydenckiego Tupolewa m.in. elementy poszycia, uszkodzone elementy szyb, blachy konstrukcyjne i inne elementy wyposażenia. Twierdzili, że zostały zebrane na miejscu katastrofy. (…) W 2011 roku wspomniani dziennikarze udostępnili mi elementy samolotu, z prośbą o przebadanie ich pod kątem mikrośladów i przeanalizowanie ich hipotezy. Na jednej z próbek spektrometr Sabre oznaczył grupę nitrową TNT (trotyl). Próbkowanie było jednak mało wiarygodne ze względu na duże obarczenie błędem badania. Było to spowodowane przede wszystkim faktem, iż badający, z racji wykonywanego zawodu, miał kontakt m.in. z trotylem” – wskazuje oficer w wywiadzie dla magazynu „Służby Specjalne”.

„Ponieważ nie było pewności, iż jest to wiarygodne badanie informację podałem jedynie w prywatnej rozmowie Bartłomiejowi Misiewiczowi, który był wówczas asystentem Antoniego Macierewicza, szefa zespołu, który badał niezależnie katastrofę. W czasie rozmowy wskazałem, iż może być to mylny odczyt. Jednoznacznie wskazałem również, że na tym etapie, w żadnym wypadku, nie może to być to dowód na udział osób trzecich. Burza wokół trotylu rozpętała się po nieodpowiedzialnej publikacji Cezarego Gmyza, który nie zwrócił się o wyjaśnienia do ekspertów, tylko oparł się na informacjach od jednego z prokuratorów” – dodał oficer.

Źródło: wPolityce / Służby Specjalne

Jan Piński - komentarze