Morawiecki jak Roosevelt? Dr Malinowski: Raczej plan pięcioletni, a nie Nowy Ład

„Prawie” robi wielką różnicę.

Mateusz Morawiecki zapowiedział „Nowy Polski Ład”, który ma być projektem społeczno-gospodarczego wyjścia Polski z zapaści wywołanej lockdownem wprowadzonym przez rząd PiS.

Reklamy

Nowy Polski Ład to oczywiście nawiązanie do Nowego Ładu (New Deal) prezydenta Franklina D. Roosevelta, który dał gospodarce USA gigantyczny impuls rozwojowy. Zdaniem dr. Andrzeja Malinowskiego oba projekty trudno jednak porównywać.

„Nowy Ład powinien przede wszystkim pokazać cele, które mamy osiągnąć, a także reformy konieczne w tych dziedzinach, które mają największy wpływ na rozwój gospodarki. Takich jak praca, inwestycje czy innowacje. Czy tak się stanie – nie wiadomo. Szczegóły projektu są strzeżone” – wskazuje ekonomista.

Odnosząc się do wywiadu udzielonego przez wiceminister rozwoju Olgę Semeniuk ekonomista zwrócił uwagę, że polityk PiS rzuciła w nim zaskakujące stwierdzenia:

„Założeniem Nowego Ładu jest wyrównanie dysproporcji między grupami społecznymi. Ale nie chodzi o to, by uderzyć w tych, którzy zarabiają powyżej średniej krajowej, tylko o doprowadzenie do sytuacji, w której każdy dorosły obywatel złoży się na państwo i nową postpandemiczną gospodarkę”.

„Są też tacy, którzy zarabiają dużo i mogą się tymi pieniędzmi podzielić z państwem”.

„[…] Nowy Ład [będzie] skupiał się na seniorach, kontynuował programy, które wprowadzamy już od 2015 r. Z drugiej zaś, [będzie] niwelował problemy np. osób młodych, związane choćby z dostępem do kredytów”.

Według dr. Malinowskiego takie słowa wiceminister rozwoju nie wróżą niczego dobrego.

„Czy też o to rzeczywiście chodzi? Do tego jeszcze zachęcanie (pardon – „zmuszanie”) zagranicznych inwestorów, by tworzyli nowe miejsca pracy. Co ciekawe, Semeniuk dużo mówi o inwestycjach, ale nic o podatkach” – zauważył ekonomista.

„Pewnie skończy się na Polskim Inkubatorze Rzemiosła, adresowanym do zaledwie 300 tys. firm, z rocznym budżetem „aż” 10 mln zł. A nie na inwestycjach zagranicznych. (…) Po przeczytaniu wywiadu mam wrażenie, że tak stanie się z Nowym Ładem. Będzie to raczej znany z historii plan pięcioletni, wskazujący „horyzonty dobrobytu dla mas pracujących miast i wsi”, a nie dobrze skrojony projekt dynamicznego rozwoju gospodarki” – skwitował ekonomista.

Źródło: Rzeczpospolita