Niewiarygodny poziom niekompetencji i zaniedbań.

Zdesperowana załoga okrętu podwodnego ORP Orzeł napisała wstrząsający list, w którym opisała jak zmusza się ich do pływania i narażania życia na niesprawnym okręcie, w imię kampanii wizerunkowej rządu PiS.

Reklamy

„My, marynarze i zarazem załoga ostatniego polskiego okrętu podwodnego ORP Orzeł, zwracamy się do Państwa z prośbą o opublikowanie tego apelu.

Chcemy uświadomić społeczeństwu, któremu służymy każdego dnia, w jak dramatycznej sytuacji się znajdujemy. Przesyłamy ten apel bez wiedzy naszego dowódcy oraz naszych zwierzchników, gdyż to ich działania połączone z absolutną nieudolnością obecnej ekipy rządzącej doprowadziły do sytuacji, w której nasze życie jest zagrożone.

Okręt podwodny ORP Orzeł znajduje się w opłakanym stanie technicznym i każdy rejs, licząc tak naprawdę od dzisiaj, może zakończyć się jego zatonięciem, a co za tym idzie – naszą śmiercią.

Dość powiedzieć, że w czasie ostatnich majowych manewrów wystąpiły problemy ze zbiornikami balastowymi, a co za tym idzie – również z wynurzeniem.

Tym razem wszystko zakończyło się dobrze i dzięki poświęceniu załogi udało nam się powrócić na powierzchnię. Niemniej jednak następnym razem możemy już nie mieć tyle szczęścia.

Problemy występują z zespołem napędowym, z sonarem, z zespołem nawigacyjnym. Nie udało się doprowadzić do pełnej sprawności systemów uzbrojenia. Nie działają poprawnie systemu komunikacyjne.

To, że ORP Orzeł w ogóle jeszcze pływa, możemy nazwać cudem.

Ten okręt powinien zostać wycofany z użycia około 5-6 lat temu, gdzie po długim remoncie nie został przywrócony do pełnej sprawności i pomimo naszych protestów został dopuszczony do służby.

Nie chcemy podzielić losu marynarzy z okrętów podwodnych Kursk, ARA San Juan czy KRI Nanggala-402. Owszem, w naszą służbę jest wpisane to, że gdy przyjdzie taka konieczność, to jesteśmy w stanie oddać nasze życia za Polskę. Niech to jednak ma miejsce w czasie działań wojennych, a nie będzie wynikiem nieudolności i kaprysów naszych zwierzchników.

Już raz Polskie Siły Zbrojne musiały zmagać się z tragedią, jaką była katastrofa samolotu Casa w 2008 r.

Jak niebezpieczny jest przestarzały i wadliwy sprzęt, pokazała zaś katastrofa samolotu MiG-29 z 2018 r., w której zginął nasz kolega ze służby Ś.P. Kpt. Pil. Krzysztof Sobański.

Jak widać, ekipa rządząca się zmieniła, ale panujące zasady ani trochę.

Tak naprawdę stan techniczny okrętu ORP Orzeł odzwierciedla obraz całej Marynarki Wojennej, która znajduje się w stanie częściowego rozkładu.

Szumnie zapowiadany program „Orka”, który miał nam zapewnić nowoczesne okręty podwodne, albo przynajmniej używane, ale sprawne jednostki, został odłożony w czasie.

Więcej, zamiast otrzymać nowe okręty, z naszego dywizjonu zostały wycofane przestarzałe i znajdujące się w jeszcze gorszym stanie ORP Sęp i ORP Bielik. Tak naprawdę stało się to w ostatniej chwili, ponieważ tym okrętom katastrofa groziła tak samo jak naszemu.

Dlaczego zatem ORP Orzeł nadal pływa z nami na pokładzie, pomimo jego tragicznego stanu technicznego? Ponieważ jest to ostatnia „sprawna” jednostka i jej wycofanie ze służby oznaczałby, de facto, likwidację dywizjonu okrętów podwodnych.

Byłaby to gigantyczna porażka wizerunkowa nie tylko Marynarki Wojennej, ale też całych Polskich Sił Zbrojnych, a przede wszystkim obecnej koalicji rządzącej.

Najwidoczniej potencjalna katastrofa byłaby mniejszą stratą wizerunkową, dlatego nadal pływamy i narażamy swoje życie w bezsensownej kampanii marketingowej polskiego rządu.

O zaistniałą sytuację szczególnie obwiniamy Pana Premiera Mateusza Morawieckiego i Ministra Obrony Narodowej Pana Mariusza Błaszczaka. Obaj Panowie nie mają najmniejszego pojęcia, jakie są potrzeby Marynarki Wojennej i zamiast pomagać w jej modernizacji, to jeszcze bardziej ją utrudniają.

Przykładami takich działań jest wspomniane przesunięcie w czasie realizacji programu „Orka”, nieprawidłowości przy rozwoju programu niszczycieli min typu „Kormoran II” czy stworzenie niedozbrojonej i bezbronnej wobec ataku z powietrza korwety ORP Ślązak.

Za tę nieudolność płacimy my – służący w Marynarce Wojennej, i nasz Kraj, którego wody terytorialne są niedostatecznie chronione.

Niech Państwa nie zmyli hucznie odtrąbiony sukces w postaci zakupu tureckich dronów. To tylko kropla w morzu potrzeb całych Sił Zbrojnych RP.

Mamy też żal do dowódcy 3. Flotylli Okrętów, Pana Kontradmirała Mirosława Jurkowlańca, który nasze uwagi dotyczące stanu technicznego okrętu podwodnego ORP Orzeł zdaje się ignorować i zbywać krótkim „tak musi być”, zawsze można poprosić o przeniesienie lub… o zwolnienie ze służby. Nie wierzymy w to, że osoba o tak długim stażu w Marynarce Wojennej i tak ugruntowanej pozycji nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Pytaniem bez odpowiedzi jest to, co sprawia, że Pan Kontradmirał udaje, że nie widzi poważnego problemu w podległej Panu Kontradmirałowi jednostce.

Tak naprawdę ostatnim dowódcą, któremu wyraźnie zależało na modernizacji dywizjonu okrętów podwodnych, był Pan Kontradmirał Mirosław Mordel, ale niestety został on zdjęty ze stanowiska i zastąpiony.

Jaki jest nasz cel?

Chcemy po prostu obserwować, jak dorastają nasze dzieci, a nie jak spada poziom tlenu, kiedy będziemy uwięzieni gdzieś na dnie Bałtyku czy Morza Północnego.

Chcemy służyć naszej Ojczyźnie, ale bez bezsensownego narażania naszego życia. Do tego potrzebne są nam nowe okręty podwodne, które zapewnią bezpieczeństwo Polsce i załogom.

Czy nasze podejście jest zbyt ponure i fatalistyczne? Niestety nie. Niestety, jest to rzeczywistość.

Dlatego, tak jak nigdy wcześniej, prosimy o wsparcie i solidarność cały Naród Polski.

To już jest naprawdę ostatni dzwonek, by uratować przed zatonięciem nie tylko okręt ORP Orzeł, ale i całą Marynarkę Wojenną”.

źródło: Twitter

Jan Piński - komentarze